Długi łuk angielski (longbow)

Laik: Zacznijmy od słynnego długiego łuku angielskiego. Podobno był karabinem maszynowym swoich czasów i nie było zbroi która mogłaby mu się oprzeć… Broń doskonała?

Fachowiec: Faktycznie łucznicy mogli wypuszczać strzały w ”karabinowym” na owe czasy tempie ok. 12/minutę1 . Jednak biorąc pod uwagę ilość strzał, jakie posiadał łucznik (zwykle 60-70) i siłę naciągu longbowa, utrzymanie tego tempa do momentu wyczerpania się strzał było niemożliwe. Zapewne z maksymalną prędkością łucznicy strzelali w momentach krytycznych, np. podczas szarży jazdy wroga.

Innym mitem jest łatwość w penetracji zbroi. W rzeczywistości na większym dystansie (lub w wypadku łuków o mniejszym naciągu), nawet przeciętna ”plebejska” przeszywanica była w stanie powstrzymać strzałę z longbowa. Szeroki kapalin dość dobrze chronił głowę, a także sporą część korpusu przed strzałami spadającymi stromą trajektorią, a gąszcz stylisk długiej broni drzewcowej także zwiększał szansę tkwiącego pod ostrzałem piechura.

Dobrej jakości kolczuga – jak łatwo się domyślić kolczuga kolczudze nierówna – z aketonem pod nią, była niemal całkowicie odporna na ostrzał z łuku2 . Kolczuga świetnie chroniła przed szerszymi, ,,tnącymi” grotami, podczas gdy aketon powstrzymywał wąski grot (bodkin), który miał większą szansę na penetrację pancerza.

Stąd też opisy krzyżowców naszpikowanych strzałami jak jeże. I to jeże wcale żywotne, nie śpieszące się zbytnio do wędrówki na drugą stronę Styksu…

Jednakże w źródłach odnotowano kilka przypadków spenetrowania rycerskiej – a więc przyjmijmy o przyzwoitej jakości – kolczugi, a nawet kolczugi i aketonu. Było to możliwe podczas precyzyjnego, ”płaskiego” strzału z bardzo małej odległości.

1188 rok, incydent w którym strzała wystrzelona przez walijskiego łucznika przebiła kolczugę i zabiła konia pod angielskim rycerzem.

Biorąc pod uwagę to, że:

  • jedynie pierwsza linia łuczników mogła strzelać ,,płasko’’. Pozostałe szeregi musiały strzelać bardziej stromą trajektorią, ponad głowami kompanów

  • wpływ na strzał miało także zmęczenie łucznika (marszem, samą bitwą, wycieńczenie chorobami) i strach przed zbliżającą się ławą wroga – z salwą trzeba było bowiem wyczekać do ostaniej chwili

incydenty takie musiały zdarzać się dość rzadko. W przypadku zbroi płytowej wytrzymałość była jeszcze większa (choć znów, płyta płycie nierówna), groty łatwiej ześlizgiwały się po jej gładkiej powierzchni. Tradycyjnie, pod zbroją, dodatkową ochronę zapewniał aketon. Zapewne przebicie takiego zestawu  podczas bitew graniczyło z cudem, nieco większe szanse stwarzały luki w zbroi – jedynie garść najbogatszych stać było na pełną płytówkę. Biorąc pod uwagę ilość wypuszczanych podczas bitew strzał, takie ,,pechowe’’ trafienia w gorzej osłonięte części ciała wcale nie musiały należeć do rzadkości.

Pojedyncze trafienie, przede wszystkim zamortyzowane przez zbroję i nie naruszające organów, nie musiało wykluczyć wojownika z dalszej walki.

L: Chyba kręcisz. W Internecie pełno jest filmików przedstawiających strzały z długiego łuku przechodzące przez kolczugę jak przez masło…

F: Filmiki takie wstawiane są najczęściej przez entuzjastów długiego łuku, zwykle nie ma więc mowy o bezstronności. Pierścienie replik kolczug wykonywane są często bez nitowania (w rzeczywistości najlepsze z kolczug były nitowane nawet podwójnie!), są zbyt cienkie, mają niehistorycznie duże rozmiary. Pod kolczugą zwykle brak jest przeszywanicy, mającej kluczowe znaczenie w zatrzymywaniu grotów typu ”bodkin”. Dzisiejsze łuki są też często bardziej wydajne niż średniowieczne (większa siła strzału w porównaniu do naciągu).

L: Skoro długi łuk był tak nieprzydatny przeciwko zbroi, skąd zwycięstwa pod Crécy, Poitiers czy Azincourt? Coś mi się wydaję, że trochę przesadziłeś z tą nieskutecznością…

F: Bynajmniej. Teraz kilka faktów przemawiających na korzyść długiego łuku:

  • zwykle większość armii stanowiła słabo uzbrojona piechota. Tak było pod Crécy (choć o dokonaniach milicji francuskich podczas bitwy źródła milczą), słabiej zbrojne oddziały były też obecne pod Azincourt – jednak nie kwapiły się do bitwy, w przeciwieństwie do ochoczych men-at-arms.

Jak wspominałem, przeszywanica, kapalin czy tarcza zapewniały niezłą ochronę, lecz z mniejszej odległości penetracja miękkiej zbroi była wysoce prawdopodobna. No i cios zabłąkaną strzałą w nieosłoniętą dłoń, udo czy (uchowaj Boże!) twarz do najprzyjemniejszych nie należał.

  • konie były słabiej chronione niż jeźdźcy. Choć kropierz pojawia się dość często na ilustracjach z epoki, trudno powiedzieć czy pod nim kryła się jeszcze jakaś dodatkowa osłona. Zapewne niektórzy – co bardziej majętni – rycerze, dbając o bezpieczeństwo swoje jak i drogocennego zwierza, chronili rumaka przeszywką bądź kolczugą, a z czasem także większymi bądź mniejszymi płytowymi elementami. Warto zauważyć, że rycerz walczył w towarzystwie kilku zbrojnych (średnio 2-3, więcej lub mniej w zależności od grubości sakwy), a u tych zwykle było ciut gorzej z uzbrojeniem, więc szanse na końskie zbroje były w ich przypadku znacznie niższe.

Oczywiście koń silnym zwierzęciem był (i jest), zapewne potrzeba było znacznej ilości strzał by wyrwać życie z jego potężnej piersi (nie, nie wyobrażaj sobie sienkiewiczowskich ogierów, wielkich jak tury!3 )- lub mniejszej, a szczęśliwiej usytuowanych. I znacznie mniejszej by konia rozjuszyć. Kilka koni okaleczonych, oszalałych z bólu, kilka przewróconych, kilka potykających się o poprzednio wymienione i z ładnej, barwnej linii kwiatu szarżującego rycerstwa powstaje kłębowisko ciał obu gatunków.

Francuzi wyciągnęli po Crécy tylko jeden dość rozsądny wniosek – przeciwko łucznikom lepiej walczyć pieszo niż na nieosłoniętym rumaku. Stąd też w bitwach pod Poitiers i Azincourt, wbrew powszechnej opinii, jedynie niewielki procent zbrojnych walczył konno.

Załamanie się szarży 300 elitarnych jeźdźców pod Poitiers, świadczy o tym, iż nawet elita rycerstwa nie mógła pozwolić sobie na pełne opancerzenie rumaka (bądź opancerzenie takie było niepraktycznie ciężkie) – chroniony był przód i zad wierzchowca, boki znacznie gorzej, co skrzętnie wykorzystali angielscy łucznicy ustawieni w formacje o kształcie litery v, umożliwiającą ostrzał flanek francuskiej jazdy.

Francuscy konni pod Poitiers zdecydowali się na atak spieszonych angielskich zbrojnych, ignorując łuczników na skrzydłach. Strzelcy, dzięki formacjom w kształcie litery ”v”, ostrzelali słabiej chronione boki i tyły wierzchowców.

L: Jednak pod Poitiers i Azincourt większa część walczących Francuzów to spieszeni ciężkozbrojni, w dodatku liczniejsi niż Anglicy. Mimo to dostali niezłego łupnia…

F: Pozwól mi dokończyć.

Rzeczywiście, o skuteczności longbow’a świadczą dość wysokie szacunkowe straty w armiach wroga, choć nie należy zapominać o dwóch rzeczach:

1.  część ze strat zadawali angielscy zbrojni, część łucznicy po porzuceniu łuku na rzecz broni bliskodystansowej (po którą sięgali zresztą dość często), wreszcie część  – zapewne znaczną – sami przeciwnicy tratujący się w zgiełku bitewnym,

2.  biorąc pod uwagę liczbę strzał, procentowa skuteczność łuku wypada raczej kiepsko – zabójcza dla wroga była może jedna na kilkadziesiąt strzał.

  • uderzanie gradu strzał lecących z ogromną siłą, było, delikatnie mówiąc, uciążliwe. Ciosy w chroniony giętka kolczugą tułów czy ogłuszające uderzenia w hełm to sceny przywodzące na myśl walkę bokserską. Uzbrojeni w większości w otwarte hełmy Szkoci zmierzający w stronę angielskiej armii pod Dupplin Moor, przytłoczeni deszczem strzał, nie byli w stanie nawet spojrzeć w kierunku linii wroga. Ostrzał demoralizował, powodował panikę. Stłoczeni zbrojni pod Azincourt tratowali siebie nawzajem, wielu zginęło zadeptanych w błocie. Ci którzy dotarli do pozycji angielskich, poobijani, oszołomieni i wycieńczeni stawali się łatwym celem dla wroga. Również pod Crecy zamieszanie wywołane przez ostrzał było kluczowe – wspomniane kłębowisko francuskich rycerzy i ich koni, tratujących siebie nawzajem (przypadkowo, w przeciwieństwie do tratowania sprzymierzonych (!) Genueńczyków…).

Azincourt, 1415. Silne uderzenia strzał we wrażliwe części ciała,  nawet jeżeli nie doprowadzały do penetracji zbroi, mogły oszołomić. Olbrzymie ilości wystrzeliwanych strzał zwiekszały szanse na ”pechowe” trafienie w nieosłonięta część ciała.

  • nawet pozornie niegroźne przecięcie skóry strzałą, nie wykluczające wojownika z walki, po pewnym czasie mogło być dla niego śmiertelne. Strzały wbijane w ziemię przed łucznikiem (nie, strzał nie wyjmowano z kołczanów na plecach) nie dość, że szybko i wygodnie się wyciągało, to w dodatku niosły ze sobą całkiem spory ładunek ,,wesołych’’ mikrobów. Rany cięte i kłute, powodujące zakażenie, były więc w wiekach średnich znacznie bardziej niebezpieczne niż złamania – z którymi radzono sobie całkiem nieźle.
  • łucznicy chronieni byli przez rowy, żywopłoty (Poitiers), rozsypane kolce, bądź zaostrzone paliki4 , a przede wszystkim przez oddziały rycerzy i innych zbrojnych, angażujących zwykle silniejszego liczebnie wroga, co umożliwiało łucznikom dalszy ostrzał. Pod Poitiers rozstrzygającym momentem bitwy była szarża angielskiej jazdy na tyły wroga. Współdziałanie formacji, stosowanie umocnień polowych i wykorzystanie terenu (np.w bitwie pod Azincourt: flanki chronione przez las, Francuzi przedzierali się przez rozmiękle, bagniste pole) było kluczem do sukcesu.
  • przeciwnicy Anglików nie dostosowali taktyki do wroga. Kto wie jak potoczyłaby się bitwa pod Poitiers, gdyby Francuzi zostawili rezerwy i uniemożliwili atak angielskiej jazdy, a genueńscy kusznicy pod Crécy nie zostaliby pozbawieni swych pawęży…
  •  arogancja i niekarność francuskich rycerzy wielokrotnie doprowadzały do katastrofy, i to także w bitwach geograficznie oddalonych od domostw amatorów żabich udek, jak w  bitwie pod Aljubarottą (1385) w Portugalii czy Nikopolis (1396) na terytorium Imperium Osmańskiego.
  • powolne, zbite i nie najlepiej uzbrojone (choć nie tak słabo jak starały się to kreować romantyczne ryciny) szkockie schiltromy, także nie nadawały się do walki przeciwko łucznikom, co uwidoczniły bitwy pod Falkirk, Dupplin Moor i Nevil’s Cross.

L: A więc, że angielska…Eghm, znaczy się walijska innowacja, jaką był długi łuk, okazała się całkiem skuteczną bronią…

F: Brawo za ukłon w stronę Walijczyków, jednak wciąż widzę pewnien brytocentryzm.

Długi łuk nie był żadną nowinką, popularny był od Paeolitu (!) w większej części Europy5 – także w Polsce, gdzie masowo wycinane cisy objęto ochroną. Był jedną z ważniejszych broni w Indiach, Makurii czy armiach Fatymidów.

Faktem jest, że we wprawnych rękach długi łuk był bronią skuteczną, jednak zdecydowanie nie doskonałą.

Szarża w sprzyjającym jeździe terenie, przeciwko niechronionym przez umocnienia polowe łucznikom, kończyła się masakrą tych ostatnich. Tak było pod Patay, Bannockburn, jak i w angielskim obozie przed bitwą pod Falkirk, gdzie królewscy przyboczni stratowali awanturujących się Walijczyków.

_________________________________________________________________________________________________

1 Znacznie lepszymi wynikami mogli popisać się łucznicy perscy czy przyboczna straż w krajach Islamu, ghulamowie. Stosowali oni odmienną taktykę, w której szybkość ostrzału była znacznie ważniejsza niż precyzja i siła pocisków.

2 Rzekomo całkowicie odporna, zarówno na ostrzał jak i uderzenia miecza, topora czy nawet kopii, miała być ”podwójna” kolczuga. Do dziś nie jest jasne na czym polegała owa ”podwójność” tej niezwykle skutecznej zbroi. Co ciekawe zestaw ”kolczuga + aketon” prawdopodobnie sprawdzał się nieźle przeciwko bełtom z kuszy, aż do końca XIV wieku, kiedy to pojawiły się potężne kusze z łęczyskiem stalowym.

3 Bojowe rumaki w średniowieczu słynęły z siły i agresji (co ciekawe Europejczycy często wybierali na konie bojowe narowiste ogiery, podczas gdy stawiające na dyscypline armie stepowe preferowały wałachy), jednak nie z rozmiaru. Większość osiągała ok. 1,40 m wysokości w kłębie.

4 Słynne zaostrzone pale Anglicy zaczęli stosować dopiero w bitwie pod Azincourt (1415). Prawdopodobnie ”podpatrzyli” ten rodzaj umocnień u Turków, stosujących pale w batalii pod Nikopolis (1396). Co ciekwawe Szkoci użyli zaostrzonych pali przeciw Anglikom (!) już w bitwie pod Falkirk (1298), jednak pomysł ten najwidoczniej nie został zaadaptowany.

5Również Ötzi, słynny neolityczny ”człowiek z lodu”, miał podczas swojej ostatniej podróży cisowy długi łuk.