Mito-miecze

Laik: Porozmawiajmy o mieczu, symbolu rycerstwa, ulubionej i najskuteczniejszej broni średniowiecza, orężu tak wielbionemu, że nadawano mu imiona.

Fachowiec: Zacznę od krytyki, ściągnijmy ów wspaniały miecz z piedestału niebios na ziemię.

We wczesnym i dojrzałym średniowieczu miecz z pewnością nie był bronią popularną, a raczej orężem elit, świadczącym o statusie i zamożności właściciela. Był bronią trudniejszą w opanowaniu niż broń drzewcowa, wymagał od właściciela czasochłonnego treningu. Zgadzam się więc ze stwierdzeniem, że był to oręż rycerstwa.

Inaczej sprawa wyglądała z bardziej rozpowszechnionymi w interesującym nas okresie długimi nożami, a także kordami i tasakami, które wraz z rozwojem kowalstwa w późnym średniowieczu trafiają także do plebejskich rąk.

Podczas bitew w otwartym polu, nawet wśród elit zazwyczaj nie była to broń podstawowa, pierwszego użytku. Konny wojownik najczęściej najpierw imał się kopii/włóczni, a pieszy włóczni i innej broni drzewcowej. Powód był prosty – wyżej wymienione były po prostu… dłuższe. A walcząc w szyku długość miała znaczenie1 (także psychologiczne, bezpieczniej trzymać jest przeciwnika na dystans).

Znamienna jest relacja bitwy pod Lincoln, kiedy to król Stefan sięgnął po miecz dopiero po złamaniu dwuręcznego topora.

Na tkaninie z Bayeux widać, że nawet majętni huskarlowie i tanowie walczą włóczniami i dwuręcznymi toporami, a po miecz okazjonalnie sięgają dopiero pod koniec starcia (zapewne po złamaniu broni drzewcowej lub rozbiciu formacji).

Spieszeni rycerze w bitwie pod Sempach (1386) użyli zaimprowizowanych pik (kopii), na podobny pomysł wpadali rycerze pod Poitiers (1356) i Arbedo (1422). Pozostało wiele ilustracji z epoki, ukazujących ciężkozbrojnych walczących w ten właśnie sposób.

L: Na pokazach odtwórców miecze są przecież najpopularniejszą bronią…

F: W dużej mierze ze względów bezpieczeństwa. Zbyt zamaszysty cios halabardą czy cepem bojowym, „kropnięcie” buzdyganem czy pchnięcie włócznią (a nawet mieczem) mogłoby doprowadzić do nieprzyjemnej sytuacji. Dlatego też znacznie bardziej bezpieczne pozostaje cięcie mieczem, odtwórcy są zwykle szczelnie opancerzeni, więc nawet bez zbytniego hamowania ręki, poważnej krzywdy sobie nie zrobią.

Cięcie mieczem było wysoce nieskuteczne przeciwko opancerzonemu przeciwnikowi. Już sama przeszywanica była dla miecza nie lada wyzwaniem (tu bardziej sprawdzały się jednosieczne, zakrzywione szable i tasaki). Przecięcie kolczugi graniczyło z cudem i być może było możliwe przy niezwykle silnym ciosie oburącz, niezwykle silnego wojownika, podczas niezwykle dogodnej sytuacji, umożliwiającej czyste, potężne cięcie. Dość dużo niezwykłości, nieprawdaż?

L: Skoro tak, skąd więc na rycinach z epoki tyle scen, w których rycerze dzierżący miecze przerąbują przeciwników od hełmu, przez kaptur kolczy, kolczą koszulę aż do kolczych nogawic?

F: Zapewne to twórcza fantazja. O ile uzbrojenie na wielu ilustracjach (np. w biblii Maciejowskiego) przedstawione jest dość dokładnie, to sama mechanika bitew, których artyści zapewne nie uświadczyli, pozostawała w sferze domysłów. Niestworzone historie przechwalających się, bądź starających usprawiedliwić tchórzostwo uczestników także stymulowały wyobraźnie. Bohaterowie ilustracji to także często postaci ponadprzeciętne, herosi, a więc normalna rzeczą jest to, że przedstawiano ich jako robiących rzeczy mało prawdopodobne lub wręcz niemożliwe.

L: Dlaczego więc miecz…?

F: Jak już powiedziałem, to broń elitarna ze względu na swoją cenę. Długi kęs żelaza musiał zostać odpowiednio uformowany by zachował twardość i sprężystość, powinien być także odpowiednio wyważony. Do wykucia potrzeba było więc wykwalifikowanego rzemieślnika.

Nie ulegał także tak szybko zniszczeniu, jak broń drzewcowa, a zwłaszcza jednokrotnego użytku kopia, stąd też większe przywiązanie właściciela, a nawet wspominane nadawanie imion mieczom. Broń, z założenia mogącą służyć przez całe życie lub nawet kolejnym generacjom, nierzadko obficie zdobiono.

Jasne jest jednak, że nie był tylko kosztowną dekoracją przy pasie. Miecz był bronią dobrze wyważoną, nawet wczesnośredniowieczne formy nadawały się zapewne do swoistego fechtunku. Był zdecydowanie szybszy niż broń obuchowa, lżejszy, bardziej poręczny i precyzyjny.

L: Co z tego jeśli nie mógł przebić zbroi?

F: Najczęściej jedynie niewielka część średniowiecznej armii nosiła pancerze (choć nierzadkie były także bitwy rycerskich elit, podczas gdy milicje zostawały w miastach lub obozach, nie biorąc udział w bezpośrednim starciu), przed XIII wiekiem nawet przeszywanice nie były zbyt popularne. W takiej sytuacji zalety miecza sprawiały, że był niezwykle skuteczną bronią. Przed wprowadzeniem pełnego pancerza kolczego również rycerz nie był kompletnie osłonięty, a wojownik z uciętą kończyną był w polu równie nieprzydatny jak wojownik martwy.

Rozkład ran w bitwie pod Visby (1361) wyraźnie wskazuje na nogi jako najbardziej preferowany cel ataków. Najwidoczniej cięcie pod tarczą było najłatwiejszym sposobem wykluczenia przeciwnika, nogi były zwykle gorzej opancerzone niż korpus i głowa.

Cios mieczem był z pewnością bolesny i niebezpieczny również przez elastyczną zbroję, nawet gdy sam pancerz nie został przecięty. Solidne cięcie „z ramienia” mogło złamać kości znajdujące się pod kolczugą, nawet aketon mógł w niewystarczającym stopniu amortyzować takie uderzenie. Cios w chroniący hełm głowę, spowodować mógł ogłuszenie i wykluczenie przeciwnika z walki.

Pewne jest jednak, że do łamania i miażdżenia kości pod zbroją lepiej nadawały się buzdygany, gwiazdy zaranne i maczugi. Było to jednym z powodów sukcesu Bizantyjczyków nad Węgierskim rycerstwem w bitwie pod Sirmium (1167) – Bizantyjczycy zbrojni byli w broń obuchową, Węgrzy w miecze.

Bitwa pod Towton (1461). Starcie przeciwników zakutych w pełne zbroje płytowe, nawet u schyłku średniowiecza był to dość rzadki widok na polu bitewnym. Pchnięcie mieczem w łączenie zbroi wymagało niezwykłej precyzji, dlatego popularność zdobywała mniej finezyjna broń obuchowa.

Warto jednak zauważyć, że rany cięte i kłute łatwo ulegały zakażeniu, co stanowiło duży problem dla ówczesnych medyków. O wiele lepiej radzono sobie ze złamaniami.

Dwuręczne topory i halabardy pozwalały na silniejsze ciosy, szansa na penetrację pancerza lub rozległe obrażenia zadane pod zbroją była znacznie większa niż w przypadku miecza. Broń kłuta z większą łatwością niż miecz przechodziła przez przeszywanicę i kolczugę. Zasięg także przemawiał na korzyść powyższego oręża.

Jednak to co stanowiło zaletę przy starciu uporządkowanych formacji, stanowiło wadę w późniejszej fazie. Gdy drzewca kopii, pik i włóczni ulegały złamaniu lub ścierające formacje mieszały się i wojownicy zaczynali walczyć na krótszym dystansie, długa broń stawała się zbyt nieporęczna. Nie było już miejsca na zamaszysty cios halabardą czy pchnięcie włócznią, w ruch szła broń krótka, a wśród niej królował miecz.

Gdy dochodziło do zmieszania się przeciwnych formacji, a styliska broni drzewcowej łamały się bądź okazywały się nieporęcznie długie, w ruch szła krótka broń, wśród której królował miecz. Cięcia pod tarczą, w kierunku najsłabiej chronionych nóg, to prosty sposób na wykluczenie przeciwnika z walki.

W trakcie oblężeń, gdy podczas chaotycznych walk w ciasnych uliczkach czy na murach ciężko było o zachowanie jakiegokolwiek szyku, a broń drzewcowa okazywała się zbyt nieporęczna (wyobraź sobie wspinaczkę po kilkunastometrowej drabinie, w bitewnym zgiełku, mając w ręku np.  pikę), uwidaczniały się zalety krótkiej broni.

L: Cały czas wspominałeś o cięciach, jednak w okresie panowania zbroi płytowej upowszechnił się miecz do pchnięć, przystosowany do jej przebijania…

F: Tak naprawdę każdy miecz mógł służyć zarówno do cięć jak i pchnięć, zależnie od zaistniałej sytuacji. Zgodzę się jednak, że do kłucia znacznie lepiej nadawał się późnośredniowieczny miecz o wąskim, ostrym sztychu niż miecz karoliński o szerszym, bardziej stępionym końcu.

Wydaje się, że wśród mobilnej jazdy cięcie zawsze dominowało nad pchnięciem, inaczej rzecz się miała z piechotą. Już Rzymianie podkreślali przewagę kłucia nad cięciem, cios wymagał mniej miejsca, mniejszej siły i łatwiej uszkadzał narządy wewnętrzne mimo mniej rozległych obrażeń. Od XIV wieku rycerstwo coraz częściej stawało do bitwy spieszone więc wzrosło zapewne zapotrzebowanie na bardziej uniwersalne ostrza.

Miecze bardziej predysponowane do pchnięć zaczęły pojawiać się przed epoką zbroi płytowej, w drugiej połowie XIII wieku, a więc okresie upowszechnienia przeszywanicy wśród piechoty plebejskiej (która, jak już wspominałem zwykle stanowiła większą część armii). Aketon był znacznie mniej odporny na pchnięcia niż cięcia miecza.

Scan6Pogrom żakerii w bitwie pod Mello (1358). Popularny wśród pospólstwa aketon był znacznie mniej odporny na pchnięcia niż cięcia miecza.

Był to także okres świetności pełnego pancerza kolczego, a jedynie silne pchnięcie oburącz stwarzało szansę na penetrację kolczugi.

O przebiciu się przez zbroję płytową raczej nie mogło być mowy, gładka powierzchnia powodowała ześlizgiwanie się broni. Możliwe za to było trafienie w nieosłoniętą płytą część ciała, wepchnięcie sztychu między elementy zbroi.

Jednak znacznie mniejszej precyzji wymagało przebicie zbroi nadziakiem czy zmiażdżenie hełmu – łącznie z zawartością – przy pomocy mało finezyjnego buzdyganu. Tak więc to broń obuchowa zaczęła królować podczas starć między opancerzonym rycerstwem w XV wieku.

Po złamaniu kopii, miecz bardziej predysponowany do pchnięć mógł także posłużyć jako jej substytut.

L: A co z niesławnymi Zweihänder? Szaleńcze ataki oddziałów landsknechtów uzbrojonych w te ciężkie, potężne miecze, podobno nie raz łamały formacje pikinierów, wyrąbując sobie drogę wśród lasu pik.

F: Po pierwsze o oddziałach nie może być mowy. O ile z cięciami oburącz „półtorakami” spotykamy się już w XIII wieku, o tyle właściwe dwuręczne miecze pojawiają się pod koniec XV wieku i były znacznie rzadsze.

Takich mieczy używało zwykle kilku wojowników spośród całego oddziału piechoty, zgrupowanych wokół sztandaru lub stanowiących straż przyboczną. Tak więc pełnili oni funkcję głównie defensywną, byli raczej ostatnią linią obrony a nie siłą przełamująca las pik.

Fantastyczne opisy wojowników rąbiących piki, niczym kanadyjski drwal choiny, można włożyć między bajki. Drzewce można jednak było zagarniać przy pomocy rozbudowanego jelca. Podczas bliższego kontaktu z przeciwnikiem pchnięcie oburącz, bądź potężne, zamaszyste cięcie oczywiście było jak najbardziej wskazane. Polecam.

Podobnie rzadkie było wykorzystywanie dwuręcznych Nodachi w Japonii.

Wydaje się, że dwuręczne miecze mogły pełnić ważniejszą funkcję w chińskich armiach dynastii Song, miały być jedną z kluczowych broni (obok kuszy i halabardy) przeciw pancernej jeździe nomadów.

Co do ciężaru dwuręcznych mieczy, to bez przesady, większość ważyła 2-3 kg.

L: Podsumowując…?

F: Miecz był bronią niezwykle uniwersalną i skuteczną, głównie przeciwko słabo opancerzonemu przeciwnikowi, który stanowił najczęściej największą część wojska. W razie potrzeby potężny, ogłuszający cios lub dobrze usytuowane pchnięcie pozwalało na eliminację także zakutego w zbroję wroga. Jego walory doceniane były przez wszystkich, których stać było na zakup tego kosztownego oręża i którzy mogli pozwolić sobie na długotrwały trening.

Nie można jednak traktować miecza jako oręża pierwszego użytku, a raczej jako broń przyboczną, do walki w zwarciu.

______________________________________________________________________________________________

1Zdarzały się jednak wyjątki, czego sztandarowym przykładem są rzymscy legioniści uzbrojeni w miecze i tarcze, będący w stanie pokonać dzierżące nawet 7-metrowe sarissy oddziały macedońskie. Angielscy billmeni rozgromili Szkockich pikinierów pod Flodden (1513). Jednak w obu przypadkach było to możliwe dzięki wykorzystaniu nierównego terenu, ostrzału – zarówno angielskie strzały jak i rzymskie oszczepy tworzyły krwawe wyrwy w zwartym dotąd murze pik, jak i większej manewrowości (atak na flanki/tyły falangi).

Advertisements

15 comments on “Mito-miecze

  1. Ard pisze:

    Swietny artykul! W ogole Twoja strona zasluguje na wiecej popularnosci, w koncu konkrety bez sciemniania i do tego w przystepnej formie.

    Od siebie dodalbym – a raczej podkreslil, bo o tym sam piszesz – ze miecze dwureczne nie wazyly 20 kilogramow i kompletnym idiotyzmem jest scena, w ktorej pewien bohater literacki nie jest w stanie utrzymac takowego miecza dwurecznego w jednej rece. 🙂

    Waga mieczy dwurecznych bardzo rzadko przekraczala 3.7-4 kg. Wlasciwie mozna powiedziec, ze jesli jakis byl ciezszy, to istnieje bardzo uzasadnione podejrzenie, ze nie byla to bron uzytkowa, a jedynie ceremonialna.

    • mitowiecze pisze:

      Dzięki za słowa uznania 🙂
      Co do mieczy, nawet te ważące koło 4kg to już raczej wyjątki, średnio dwuręczniaki to raczej 2,5-3kg.
      Biorąc to pod uwagę, Skrzetuski rzeczywiście się krzepą nie popisał 🙂

      • Ard pisze:

        Piszac o tych 4 kilogramach opieralem sie glownie na tym artykule, w ktorym jest tabelka zestawiajaca wage XVI-wiecznych zweihanderow w austriackim muzeum w Graz, gdzie porownano 69 mieczy i chyba dwie najistotniejsze informacje sa takie, ze

        a) miecze roznia sie miedzy soba waga dosyc mocno, tj. nawet 2 kg (!) roznicy
        b) przecietna waga to 7.8 funta, czyli 3.5 kg
        c) rekordzista w tej kolekcji jest wielki flamberg o wadze prawie 6 kg i dlugosci o malo 2 metry
        d) sa tez takie piorka, ktore waza ponizej 2 kg mimo ponad 150 cm dlugosci

        http://www.thearma.org/essays/2HGS.html

    • mitowiecze pisze:

      Pisząc o wadze dwuręcznych mieczy także korzystałem z tej strony. Oprócz austiackich jest też trochę o polskich mieczach (2-3kg) i szwedzkich (wszystkie bojowe miecze poniżej 2kg!). Nie wdawając się w szczegóły 2-3 kilogramowy miecz, a nawet prawie 4-kilogramowy to i tak znacznie mniej niż się na ogół przypuszcza.

  2. knot pisze:

    Artykuł całkiem ciekawy jednak jako rekonstruktor z wieloletnim stażem nie mogę zgodzić się z opinią że miecz jest najpopularniejszą bronią odtwórców jak też z tym że cios halabarda mógł by przy spożyć problemów.Swoją opinie opieram na własnym doświadczeniu wyciągniętym z wielu bitew.

    • mitowiecze pisze:

      Jeżeli nie miecz to jaka inna broń? Z tego co widziałem to miecz jednoręczny + tarcza to chyba najpopularniejszy zestaw.
      Natomiast jeżeli chodzi o halabardę, to naprawdę nie hamujecie trochę ręki podczas walk? Taki zamaszysty cios, biorąc pod uwagę długość drzewca (siła razy ramię), przede wszystkim w kierunku głowy, wydaje się dość niebezpieczny (a przynajmniej nie mniej niż uderzenie często zakazanym buzdyganem).

  3. knot pisze:

    Zgodze się że kiedyś miecz miał prawie każdy jednak teraz widać że coraz wiecej ludzi przeżuciło się na topory, tasaki czy broń drzewcową. A co do uderzenia drzewcem to jeżeli mówimy o dobrej jakości hełmie to raczej wątpliwe że coś się stanie chyba że cios był by na prawdę mocny jak to się zdarza na bohurtach

    • mitowiecze pisze:

      A co z hakami/zagiętymi szpkulcami w halabardach po przeciwnej do ostrza stronie? Z tego co wiem oprócz ściągania służył także do penetracji pancerza, i to właśnie uderzenie owym hakiem miało największą szansę na penetrację zbroi, większą niż cięcie ostrzem i pchnięcie szpikulcem (będącym przedłużeniem osi drzewca), z tego względu, jak sądzę, uderzenie drugą stroną halabardy powinno być zakazane. Jak wygląda teraz sprawa z pchnięciami (mieczem/włócznią) i buzdyganami, z tego co się orientuje wcześniej były zabronione, jak jest teraz?

      • knot pisze:

        Z buzdyganami jest różnie czasem wchodzą czasem nie zależnie jak się strony dogadają, jeżeli chodzi natomiast o broń drzewcową to wszelakie szpikulce muszą byc zaokrąglone, hakami oczywiście nie można atakować

  4. knot pisze:

    Oczywiście w niektórych kręgach stosuje sie włócznie z kulka o wielkości większej niż wizura hełmu na końcu ostrza, jednak jest to bardzo rzadkie zjawisko

    • Wolf pisze:

      Dla porównania mogę przedstawić sytuację z odtwórstwa wczesnego średniowiecza (IX-XI wiek). Tam ludzie opancerzeni naprawdę od stóp do głów to rzadkość. Myślę że jeśli chodzi o ekwipunek to do realizmu tam znacznie bliżej (nie wszyscy są tak na „bogato”). Oczywiście nadal nie jest to ideał chociażby ze względów bezpieczeństwa, np. oczywiście każdy posiada hełm, ale większość wojowników nie posiada „bogatego” ekwipunku, nawet jak na średniowieczne standardy. Najwięcej jest ludzi takich jak ja, czyli hełm + przeszywanica +karwasze + rękawice + broń. Z cięższych pancerzy występują: kolczuga (długa, krótka, z oplotem pod hełmem lub bez itp.), lamelka (skórzana, metalowa) i łuska (pancerz łuskowy). Na nogi najczęściej nie ma żadnej ochrony. Bronią nie wolno wykonywać sztychów (z wyj. włóczni), uderzać poniżej stawów kolanowych (łącznie ze stawami, w twarz, szyję i dłonie). Ciosy w przedramię też przeważnie nie są uznawane. Jeśli chodzi o broń to także większość ludzi kiedyś miała miecze + tarcze, obecnie coraz więcej występuje broni drzewcowych (topory duńskie, włócznie, czekany, toporki jednoręczne). Zdarzają się nawet próby walki dwoma broniami, ale to głównie w turniejach 1 vs. 1. Bezpieczeństwo podczas bitew jest względnie wysokie, jednak nie tak jak w przypadku rycerstwa – większość z nas jest chroniona jedynie przez przeszywanicę i co mocniejsze ciosy można odczuwać jeszcze kilka tygodni. Miewałem także sytuacje gdy włócznia lub miecz przeciwnika przechodziły przez wiązanie przeszywy i wchodziły bezpośrednio w ciało – kończyło się to przymusowym kilkuminutowym pobytem na glebie i próbami złapania oddechu 🙂 Włócznie są często stępione lub zakończone małymi kulkami ale to wcale nie zamniejsza ich siły rażenia. Zdarzały się też połamane żebra lub uszkodzone (zbite) kończyny. Na szczęście nigdy nie zaliczyłem złamania kości udowej ani piszczela ale jest to możliwe przy tak szczątkowej ochronie. Pomimo tego jeśli zna się zasady, nic nie powinno się stać.

      • mitowiecze pisze:

        Z tego co mówisz i u wcześniaków jest sporo nieścisłości – karwasze to naleciałość koczownicza i raczej poza Rusią nie występowały, wielu skórzane lamelki i zbroje łuskowe w naszych stronach także uważa za fantastykę (nie ma na ilustracjach/podaniach a w znaleziskach z oczywistych powodów nie występują). Mało tego, ciężko jest udowodnić nawet obecność przeszywek w tym rejonie i w danym okresie – choć osobiście wierzę, że ich używano. Rozumiem jednak, że ze względów bezpieczeństwa są one konieczne.
        Wśród odtwórców wikingów z tego co wiem dość popularne są hełmy okularowe, które w owym okresie były stosunkowo rzadkie (choć na Rusi coś tam znaleziono).
        Podsumowując- historyczna jest być może stosunkowa lekkość uzbrojenia, ale w temacie elementów ochronnych dominują domysły.

        Ciekawe jest natomiast to, że tylko w przypadku włóczni można atakować sztychem – pchnięcie specjalnie przystosowaną do pchnięć włócznią wydaje się bardziej niebezpieczne niż mieczem czy dunem. Nie da się również ich zaopatrzyć w owe stępiające kulki?

        Obecność czekanów też jest dla mnie sporym zaskoczeniem, wydają się cholernie niebezpieczną bronią. Podobnie duny – wstrzymujecie trochę rękę przy wyprowadzaniu ciosów? Wciąż używa się „wędek” czy raczej egzemplarzy w wymiarach bardziej historycznych?

        I jeszcze jedna rzecz – o ile odtwórstwo jest na pewno świetną zabawą, macie okazję by się wyszaleć i dać upust męskiej agresji, to jednak w wielu elementach taka walka jest przeciwieństwem walki rzeczywistej – w końcu nie chcecie się pomordować 🙂 Dlatego wspominasz o przyzwoleniu na ciosy w kierunku korpusu, który w rzeczywistej walce był najrzadszym celem ataku (pancerz, tarcza) podczas gdy rozkład ran u szkieletów spod Visby wyraźnie wskazuje, że cięto głównie po nogach – u piechoty słabo opancerzonych, pod tarczą.

        Wiem, że to „oczywista oczywistość” dla odtwórcy, dlatego to wydawałoby się zbędne wymądrzanie się kieruję głównie do czytelników mniej siedzących w temacie 🙂

  5. Wolf pisze:

    Karwasze, łuski, a szczególnie skórzane lamelki to rzeczywiście temat wysoce kontrowersyjny – moim zdaniem w odtwórstwie na naszych terenach usprawiedliwione jest używanie jedynie tych pierwszych, czysto ze względów bezpieczeństwa. Tak samo sprawa się ma np. z rękawicami, które w średniowieczu prawdopodobnie były rzadkością, jednak gdyby nie one to już dawno nie miałbym palców 🙂 Lamelki skórzane nie są (u nas) poprawne, wielu ludzi mimo to ich używa jednak ja nie jestem za tym, jako że nie są one konieczną częścią uzbrojenia i historycznie nie są potwierdzone. Można się domyślać że takie rozwiązania tutaj istniały, mówimy jednak o odtwórstwie a nie o domysłach. Co innego lamelki metalowe.
    Nie, domysły nie dominują w temacie elementów ochronnych, dominuje tam BHP 🙂 Co do lekkości to pełne wyposażenie woja może wagą dorównywać zbroi płytowej, ale jak już pisałem jest to rzadkość. Nie można też powiedzieć że jest więcej domysłów czy bhp od historyczności, większość elementów jest jak najbardziej poprawna, tj. hełmy, przeszywy, kolczugi, tarcze, lamelki metalowe itd.
    Nie wiem jak wyobrażasz sobie walkę mieczem czy toporem z kulką na końcu, wyglądałoby to przekomicznie 🙂 Całkowicie zmieniałoby to wyważenie broni (szczeg. miecza), poza tym mieczem i toporem wolno uderzać w głowę i dozwolenie sztychów stwarzałoby ryzyko uszkodzenia twarzy, oczu i szyi. Włócznia może uderzać tylko w korpus i poniżej, trzymana musi być zawsze ostrzem w dół lub poziomo, nie wolno jej zadzierać do góry. Mówię tutaj o włóczni trzymanej dwoma rękoma. Historycznie częściej walczono jednoręczną włócznią trzymaną nad głową + tarcza. Obecnie u nas się tego nie praktykuje (bhp), ale gdzieniegdzie w Skandynawii można spotkać. Kwestia do dogadania.
    Co do dunów: nie, nie wstrzymujemy ręki, chociaż na skutek tego że w większości potyczek wystarczy tylko trafić przeciwnika, wielu duńczyków wykonuje szybkie i słabe ciosy, przypomina to trochę dziabanie 🙂 Oczywiście nie jest to zbyt historyczne. Tym niemniej od czasu do czasu można się nadziać na petardę, wtedy nawet hełm niewiele pomaga, mam na swoim kilka wgnieceń po takich właśnie ciosach. Nie wiem co miałeś na myśli pisząc o „wędkach” jednak wymiary samych toporów jak i stylisk są jak najbardziej historyczne. Mniej historyczne jest to z czego są najczęściej same styliska, tj. z okorowanych gałęzi. Wtedy były ponoć z litego drewna (tzn. wycinane z pnia). Wciąż zdarzają się też topory z wyszlifowanych siekier ale to inna bajka 🙂
    Czekany były wtedy dość popularną bronią. Miały różne formy, ale podobne okazy można było spotkać od Skandynawii aż do Wielkiego Stepu. Wiadomo że nie wpuszczą Cię na bitwę z czekanem zakończonym nadziakiem, ale reszta jest jak najbardziej mile widziana. Mają większą siłę rażenia od mieczy, ale są wolniejsze.
    Co do sposobu walki to masz pełną rację: to co robimy to w zasadzie odwrotność walki w średniowieczu, jednak nie możemy inaczej. Waląc się po stawach, twarzach i piszczelach po prostu byśmy się pozabijali albo pookaleczali a przecież nie o to chodzi. Rycerstwo z późniejszych wieków może sobie pozwolić na nieco więcej przez lepszą ochronę.
    Są też podobieństwa: najwięcej siniaków po walce zawsze ma się na udach 🙂 Strefa od kolana do miednicy jest zawsze najczęściej poobijana. Z tego samego powodu co kiedyś.

    • mitowiecze pisze:

      Co do „wędek” słyszałem kiedyś, że tak określa się ahistorycznie długie okazy 1,5-2 m długości (podczas gdy duny rzeczywiście miały raczej nie więcej niż 1,2 m) – podobno były one dość pospolite u odtwórców. Natomiast (z tego co mówisz mylnie) myślałem, że kulka zabezpieczająca końcówkę włóczni jest stosunkowo mała, lekka (nie zmieniająca wyważenia) i niezbyt mocno widoczna, stąd niezbyt trafiony pomysł 🙂 Jak w rzeczywistości wygląda taka kulka i z czego jest wykonana?

      • Wolf pisze:

        Kulka na końcu włóczni jest mała i lekka w porównaniu do tej długiej dwuręcznej broni. Kulki takie są często rozmiarów paznokcia palca dłoni lub nawet mniejsze. Mimo to nawet lekki cios taką włócznią w nieosłonięte ciało może połamać żebra. O ile w przyp. tak długiej dwuręcznej broni służącej wyłącznie do pchnięć kulka nie gra roli, o tyle w przyp. miecza zasadniczo zmieniałoby to jego zdolność do szybkich ciosów. Poza tym jak już pisałem nie można dozwolić sztychów dla tej broni, ze względów bezpieczeństwa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s