„Muzułmańska tolerancja” oksymoronem? – czyli starcie tytanów, cz. I.

Fachowiec: Porozmawiajmy o tajemniczym i mrocznym okresie między VII wiekiem a epoką krucjat, starając się ocenić polityczną, militarną i kulturową pozycję mocarstw na arenie międzynarodowej. Będziemy stąpać po bardzo niepewnym gruncie, biorąc pod uwagę skąpe źródła. Hierarchii spróbujemy dokonać na podstawie szacunkowej ludności państw i wielkości armii, militarnych sukcesów, postępów w nauce i technologii oraz oddziaływania kulturowego na sąsiednie kraje.

Laik: Brzmi groźnie.

F: Wreszcie odpowiemy sobie na pytanie dlaczego cywilizacjom udało się rozwinąć, a inne stanęły w miejscu. Zacznijmy od Europy: jak myślisz, jakie było najludniejsze państwo tamtego okresu, mogące poszczycić się najwspanialszymi miastami i najsilniej oddziałujące na sąsiadów, zarówno słowem jak i mieczem?

L: Jedyne co przychodzi mi do głowy to imperium Franków, a po jego rozpadzie Francja i Niemcy. Tradycyjnie. Karol Młot pod Poitiers (732 r.) rozbija arabskie hordy i powstrzymuje pochód islamu na Europę, Karol –dla odmiany- Wielki buduje najsilniejsze i najludniejsze imperium tamtego okresu. Nawet po jego podziale Francja, Włochy i Niemcy wydają się najważniejszymi centrami cywilizacji, promieniującymi na sąsiednie kraje.

F: Czasem było to promieniowanie wręcz rakotwórcze. Mieszkowi wojowie jakoś niechętnie witali dydaktyczną wyprawę Niemców pod Cedynią, podobnie zresztą edukacyjny obóz Henryka II pod Niemczą nie cieszył się zbyt dużą popularnością wśród miejscowych. Postępowi frankijscy „drwale” z równą żarliwością ścięli Irminsula, święty dąb Sasów, ostoję ciemnoty i zabobonu, jak i 4500 lokalnych jeńców. Ale pozostawmy metody edukacji, „cywilizowani” często bowiem nieśli w jednym ręku kaganek oświaty, w drugim miecz. Tak robili zarówno antyczni Rzymianie jak i nowożytni europejscy koloniści. Trzeba też przyznać, że dorobek cywilizacyjny przeciekał przez granicę także innymi drogami – wlekli go w jukach kupcy i osadnicy, w księgach i słowie – misjonarze.

Swoją drogą Frankowie nie mieli nam aż tak dużo do zaoferowania. Podstawową zasługą Karola Wielkiego była standaryzacja. Wprowadził on wspólną dla całego imperium monetę, ujednolicił pismo zarówno pod względem językowym (wcześniej używano wielu lokalnych dialektów łaciny), jak i estetycznym (minuskuła karolińska). Standaryzacji uległ też zapis muzyczny.

L: A co ze sztuką i architekturą? Za czasów karolińskich powstawały pięknie zdobione manuskrypty i ołtarze, budowano kamienne kościoły i pałace, w tym najsłynniejszy, ten w Akwizgranie.

F: Karol chciał, by jego państwo uważano za kontynuację -czy też wskrzeszenie- Imperium Rzymskiego. Stąd też w architekturze nawiązywano do stylu późnorzymskiego, w malarstwie zarzucono „barbarzyńską” abstrakcyjną ornamentykę i powrócono do antycznego naturalizmu.

Podkreślam jednak, że nie wprowadzono praktycznie żadnych innowacji – wskrzeszono język, architekturę i sztukę późnego Cesarstwa (oczywiście podczas kopiowania wkradały się błędy), standaryzacja usprawniła zarządzanie rozległym imperium, jednak zatarła lokalne różnice. Musisz przyznać, że nie wygląda to jakoś szczególnie imponująco. Popularny termin „karoliński renesans” wydaje się być poważnym nadużyciem.

L: W końcu nie na darmo mówi się o „wiekach średnich”, tysiącletnim przestoju cywilizacyjnym.

F: Teraz poważnie przegiąłeś, wrócimy jeszcze do tego niesprawiedliwego osądu. Zajmijmy się teraz ciekawym stwierdzeniem o Francji, Niemczech i Włochach jako centrach cywilizacji. Otóż nie były to jednolite państwa jakie znamy dziś. We Francji wyraźny był podział na część północną (frankijską) i południową(galo-romańską) oraz Bretanię. Mimo zjednoczenia (przymusowego) pod berłem Franków różnice kulturowe nie zatarły się. W XI wieku władza królów francuskich jest iluzoryczna, krajem rządzą lokalni baronowie.

L: Mówiąc o Francji jako centrum cywilizacyjnym miałem na myśli właśnie frankijską północ.

F: Paradoksalnie frankijska/królewska północ wydaje się bardziej barbarzyńska. To na południu, w Oksytanii, dłużej przetrwała silniej zakorzeniona kultura galo-romańska. To tu zakwitła romantyczna poezja trubadurów. Miejscowe księstwa słynęły z tolerancji, w przeciwieństwie do fanatyków z północy. Jednak, jak to miało miejsce wielokrotnie na przestrzeni dziejów, to barbarzyńscy najeźdźcy z północy zatriumfowali.

Wspomniałeś o arabskiej nawale. Nie jest przesądzone, czy, przynajmniej krótkoterminowo, arabskie jarzmo nie wyszłoby ówczesnej Francji na dobre.

L: Żartujesz? Co by było z wspomnianymi przez ciebie oksytańskimi trubadurami, co z wspaniałymi francuskimi katedrami? Zamiast tego kajdany i bat pustynnego dzikusa? Marna alternatywa…

F: O trubadurów akurat zbytnio bym się nie martwił, ale o tym za chwilę. Od razu zastrzegam się, odpierając jeden mit nie zagłębię się w inny. Nie zgadzam się zarówno z twoją wizją, ale także nie wierzę w ostatnio popularny mit o wybitnie wysublimowanej i twórczej kulturze arabskiej, kontrastującej z ówczesnymi europejskimi nadrzewnymi troglodytami. To skrajne poglądy, a te rzadko bywają prawdziwe.

Zacznijmy od kultury arabskiej. Jedno jest pewne, była ona w bardzo niewielkim stopniu dziełem Arabów. Dzikie plemiona wiedzione neofitycznym zapałem w VII wieku opuściły hałdy piachu Półwyspu Arabskiego. Następnie wstrząsnęły światem. Arabowie podbili Persję, kilkukrotnie pokonali Cesarstwo Bizantyjskie i zajęli Egipt. Ruszyli w kierunku Maghrebu. Tu, po raz pierwszy, napotkali naprawdę silny opór i poznali gorzki smak klęsk. Jednak niepokorni Berberowie w końcu dobrowolnie poddali się arabskiej protekcji. To oni stanowili pierwszą falę najeźdźców w Hiszpanii. Po rozbiciu skłóconych Wizygotów (klasa rządząca w Hiszpanii) Iberia stanęła otworem. Przed sprzymierzoną armią arabsko-berberyjską uchylały wrota kolejne hiszpańskie miasta, zwykle dobrowolnie. Czasem traktowano ich wręcz jak wybawców.

L: Nie rozumiem…

F: Andaluzyjscy konkwistadorzy nie byli już bowiem zwykłą zbieraniną półdzikich wielbłądzich pastuchów i górali z Atlasu. Brodaci jeźdźcy pustyni chłonęli wiedzę jak gąbka. Przejęli wiele nowinek od Persów i Bizantyjczyków. Mieli także coś, co dawało im przewagę nad tymi zgnuśniałymi imperiami: byli dość tolerancyjni.

L: Nie wierzę, tolerancyjni muzułmanie?

F: Uważaj na komentarze, od średniowiecza trochę się jednak pozmieniało…

Mówiąc „tolerancja” mam na myśli najbardziej wąskie, surowe znaczenie tego słowa: tolerowanie odmienności, nie zaś całkowitą obustronną miłość, równość i harmonię! Za niewzruszone przywiązanie do swoich bogów innowiercy musieli płacić podatek, niekoniecznie też postrzegani byli jako równi muzułmanom.

Jednak to i tak wiele jak na tamte czasy. Uprzedni władcy półwyspu Iberyjskiego, Wizygoci, prześcigali się w gnębieniu Żydów. W końcu postawili ultimatum: nawrócenie bądź wyjazd z państwa! Nic dziwnego, że Żydzi traktowali lżejszy but arabski jako wybawienie. Pod rządami muzułmanów Andaluzja zakwitła. Dopiero nowe fale rozgorączkowanych afrykańskich ortodoksów w X i XI wieku pogorszyły sytuację niewiernych.

Również w Egipcie miejscowi, skorzy do wszelkich herezji, z wytęsknieniem oczekiwali islamskiej nawały, mającej zrzucić coraz bardziej uwierające kajdany popadających w fanatyzm Bizantyjczyków.

Względna tolerancja pozwoliła na wykazanie się poszczególnym ludom wchodzącym w skład islamskiego imperium. Mający smykałkę do handlu Żydzi podróżowali w najdalsze zakątki znanego świata1, od półwyspu arabskiego na południu, po Bułgarię Nadwołżańską na północy, od Maghrebu na zachodzie, po krańce Chin na wschodzie. Silnie oddziaływała kultura perska – jej wpływy są szczególnie widoczne w architekturze i sztuce. Językiem poetów był właśnie język perski. Z okolic obecnego Iranu pochodziło wielu islamskich uczonych. Klasyfikacja Arab – Berber – Pers po pewnym czasie traciła na znaczeniu, jak bowiem zaszufladkować wierzącego w Mahometa mieszkańca Andaluzji, którego przodkami byli zromanizowani Berberowie wyznający judaizm?

Muzyka i literatura arabska opiewały ideał miłości dworskiej, który trafiając do południowej Francji stał się iskrą zapalną dla poezji trubadurów (tak, w tej kolejności!). W państwach islamskich rozwijała się alchemia, medycyna i astronomia, dzięki dalekim podróżom poszerzała się wiedza o świecie. W miastach powstawały uniwersytety, budowano szkoły i szpitale. Na wysokim poziomie stała higiena osobista, co wynikało również z nacisków religijnych. W X-wiecznej Kordobie była kanalizacja oraz około 300 publicznych łaźni! Prawdopodobnie to arabskim wpływom podpatrzonym przez krzyżowców zawdzięczamy renesans europejskiej depilacji2. Udoskonalono także powszechnie używane mydło i perfumy.

Jednak największą zaletą podbojów arabskich jest to, że nie obróciły one w perzynę zastanych cywilizacji. Trzeba przyznać, że półdzicy koczowniczy nieźle powstrzymali destrukcyjne zapędy. Dzięki temu zachowały się dzieła starożytnych filozofów, fizyków, matematyków i astronomów (które po prawdzie nieco przerobiono podczas przepisywania). W największej bibliotece w Kordobie (jednej z kilkudziesięciu!) przechowywano kilkaset tysięcy manuskryptów3. Wskrzeszono nawet tajemną sztukę destylacji.

Kontynuowano handel, karawany przemierzały Saharę, dzięki Arabom upowszechnił się etiopski „wynalazek” – kawa. Z Dalekiego Wschodu dotarły takie innowacje i ciekawostki jak papier, proch i cytrusy z Chin4; szachy, „arabski” system zapisu liczb, metoda wytwarzania stali damasceńskiej i trzcina cukrowa z Indii5. W Persji wciąż wytwarzano pięknie zdobione dywany, upowszechnił się także tamtejszy wynalazek – wiatrak.

Odbudowano rzymskie wiadukty i mosty oraz perskie kanały irygacyjne. Co prawda w północnej Afryce podupadło nieco rolnictwo (w czasach rzymskich tereny Tunezji nazywano „spichlerzem Rzymu”), jednak spowodowane było to naturalnymi zmianami klimatycznymi, nie zaniedbaniem Arabów. Zmniejszanie plonów na terenach obecnego Iraku wiązało się prawdopodobnie z trwająca od tysiącleci nadmierną irygacją tych ziem.

L: Możemy więc przyjąć, że cywilizacja arabska miała więcej do zaoferowania niż prowincjonalni, nieokrzesani Frankowie?

F: Na krótką metę zdecydowanie tak. Pokuszę się o stwierdzenie, że w omawianym przez nas okresie, w kalifatach islamskich żyło się po prostu lepiej (potwierdza to także szacunkowa średnia długość życia, prawdopodobnie wyższa niż w industrialnej Wielkiej Brytanii!).

Nie zapominajmy jednak, że Arabowie utrzymali w głównej mierze stan ze starożytności, kiedy to basen Morza Śródziemnego i Bliski Wschód były ośrodkami cywilizacji. Żadnych rewolucyjnych zmian jednak nie dokonali6. Zabrakło im kreatywności i potencjału, który wyłaził powoli spod szczecin barbarzyńców z północy. Być może był to efekt silniej hamującego oddziaływania islamu, w porównaniu do bardziej elastycznego (sic!) chrześcijaństwa, jednak świat arabski skostniał i zatrzymał się, a Europejscy uczniowie szybko doścignęli smagłych nauczycieli. A potem, bez skrupułów, zostawili daleko w tyle…

Mam wrażenie, że wciąż zapominasz o jeszcze jednym, potężnym ośrodku cywilizacji. Z niewiadomych przyczyn to imperium na lekcjach historii jest traktowane bardzo po macoszemu. Mimo, że mowa o wdowie po samym Cesarstwie Zachodniorzymskim…

L: Bizancjum…

F: Ale o tym pomówimy już następnym razem.

________________________________________________________________________________________________________________________

Żydzi na służbie arabskiej dotarli nawet na takie zadupie, jak Polska. Ibrahim ibn Jakub opisał ziemię Piastów jako kraj barbarzyński, ale mlekiem i miodem (pitnym) płynący. I, rzecz jasna, barkami pełnymi czerstwych niewolników, bo z tego „towaru” słynęliśmy. Naszych przodków opisał jako agresywnych i kłótliwych (niemożliwe…), a Kraków jako ważne… czeskie miasto (wtedy nie był jeszcze pod panowaniem Polan).

W basenie Morza Śródziemnego depilacja była powszechna już w starożytności – ciepło, więc to i tamto bardziej się poci. W średniowieczu nastąpił lekki regres, jednak wraz z krzyżowcami z Ziemi Świętej powróciła moda na „poskramianie bobra”. Podczas epidemii dżumy przyczyn jej rozprzestrzeniania (poza, rzecz jasna, Żydami) upatrywano między innymi w publicznych łaźniach, więc z nich zrezygnowano (tak jak i z Żydów…). No a bez czujnego oka koleżanek z łaźni, pod niewiele odsłaniającymi ubraniami wszystko rosło jak chciało. Poza nielicznymi wyjątkami do depilacji powracać zaczęto na przełomie XIX i XX wieku.

Prawdopodobnie więc pod względem liczby zwojów Biblioteka Kordob(w)iańska nie ustępowała słynnej starożytnej Bibliotece Aleksandryjskiej.

W starożytnym Rzymie znane były tylko cytryny.

Żołnierze Aleksandra Wielkiego spotkali się z trzciną cukrową podczas wyprawy do Indii. W VI wieku cukier znany był także Persom. Jednak to Arabom zawdzięczamy znaczne rozpowszechnienie trzciny cukrowej (duże plantacje założono w Andaluzji), także w miłej, upłynnionej formie – rumu.

Nie zgadzam się więc z historykami mówiącymi o rzekomej „arabskiej rewolucji agrarnej”. No bez przesady.

Reklamy

4 comments on “„Muzułmańska tolerancja” oksymoronem? – czyli starcie tytanów, cz. I.

  1. Ja pisze:

    Bardzo dobrze piszesz, radziłbym zacząć tworzyć książkę, co się będziesz marnował nieodpłatnie? Mam tylko jedno zastrzeżenie: podział Laik-znawca. Laik nigdy nie pomyśli tak o sobie, najczęściej sam uważa się za znawcę i pisze głupoty. Choćby takie jak: „Na Bliskim Wschodzie jak krzyżowcy wkroczyli tam w czasie pierwszej wyprawy krzyżowej to jazda europejska po prostu roznosiła wojska muzułmanów. Po prostu ciężka kawaleria była tam nieznana.” Możesz to znaleźć na googlach…

    • mitowiecze pisze:

      Heh, pewnie że z chęcią bym się nachapał przy okazji, tylko kto mi taką książkę wyda? Nie mam żadnego pompatycznego tytułu naukowego przed nazwiskiem, ba, nawet matury z historii 😉 No chyba, że uderzę w powieść historyczną, kto wie, może kiedys…
      Cieszę się, że przyjemnie się czyta moje wypociny. Co do podziału: Laik nie wybrał sobie tego przydomka(imienia? nazwiska?), prawdopodobnie nawet nie wie, że taki jest mu nadany. Uważa, że liznął nieco historii, jednak kolejne konfrontacje z Fachowcem odbierają mu nieco pewności siebie, nie jest już przekonany o słuszności wydawałoby się najbardziej oczywistych „dogmatów”. Także, gdyby nie uczące pokory rozmowy z Fachowcem mógłby trwać w błędnym mniemaniu o niezłym stanie własnej wiedzy, może nawet pokusiłby się na zostawianie różnych bzdur na bezkresnych (i upstrzonych końskimi kupami…) stepach internetu?

      • Ja pisze:

        Toczyłem już wiele takich rozmów z laikami, często jednak pisanie prawdy nazywają trollingiem, i dalej trwają w poczuciu własnej nieomylności, dlatego się zniechęciłem.

      • mitowiecze pisze:

        Z moich doświadczeń wynika, że w konfrontacji „w realu”, osoby znające się na temacie jedynie pobieżnie szybko spuszczają z tonu (o ile nie są w przewadze liczebnej, towarzystwa wzajemnej adoracji ciężej jest przekonać). Stąd też dość potulna postawa Laika. Może gdyby posty na Mitowieczu były stylizowane na rozmowę Fachowca ze stadem Laików na jakimś laickim forum, przewaga liczebna i anonimowość dodawałaby tym ostatnim werwy. W takim wypadku dla Fachowca byłaby to rzeczywiście walka z wiatrakami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s