Bizantyjska „Gra o tron”, garść liczb i zajście pod Badrem – starcie tytanów cz. II.

Fachowiec: Dziś będziemy kontynuować naszą podróż do okresu nazywanego wiekami ciemnymi. Porozmawiamy o Cesarstwie Bizantyjskim, będącym dla jednych osamotnioną latarnią cywilizacji w mroku barbarzyńskiej Europy, dla innych nowym wcieleniem zepsutego Babilonu, zachłannym imperium rządzonym przez krwawych despotów

Przez długi czas było to najbardziej rozwinięte państwo Europy. Zachowana rzymska sieć dróg ułatwiała wymianę towarów. Konstantynopol był jednym z głównych węzłów handlowych zarówno między Dalekim Wschodem a Europą (jedwabny szlak), jak i między krajami Lewantu a północną Europą. To dzięki kontaktom ze wschodem Bizantyjczycy przejęli (czytaj: wykradli) tajniki wytwarzania jedwabiu, której to umiejętności zazdrośnie strzegli.

Moneta bizantyjska była najważniejszym środkiem płatniczym w basenie Morza Śródziemnego. O stabilności tej waluty świadczy nazwa – solid, od której to pochodzi wyraz „solidny”.

Odziedziczono także prawo rzymskie, które zebrał do kupy Justynian. Prawo nie byle jakie, bo będące podstawą systemów prawnych wszystkich współczesnych europejskich państw.

Po Imperium Rzymskim pozostały też monumentalne posągi, pałace, akwedukty i łaźnie – choć trzeba przyznać, że z czasem te ostatnie podupadły, bądź stały się dostępne jedynie dla elit. W licznych bibliotekach przechowywano dzieła starożytnych uczonych. Wskrzeszono uniwersytet w Konstantynopolu, dostęp do podstawowej edukacji był powszechny, niezależnie od płci (!)1. Na wysokim poziomie stała medycyna. Matematycy i astronomowie byli na bieżąco z odkryciami państw islamu. W omawianym przez nas okresie Cesarstwo było względnie przyjemnym miejscem do życia.

Religijno-kulturowy krąg bizantyjski był dla pogan kuszącą alternatywą wobec kręgu łacińskiego. Cóż, jeżeli chciałeś się liczyć na ówczesnej arenie międzynarodowej, musiałeś uchylić karku przed którymś z monoteistycznych bóstw. Wielu wybrało chrzest z ręki Greków – najwidoczniej w niemieckiej wersji „hard” za misjonarzami częściej jechali stępa pancerni, gotowi ugiąć kolan nowonawróconemu księciu przed majestatem cesarza. Poza tym niektórzy, jak Cyryl i Metody, starali się bardziej niż Niemiaszki. Nauczyli się lokalnych języków i historia ukrzyżowanego boga była bardziej przystępna niż niezrozumiałe „deus, meus, kosmateus” „Niemych” z zachodu.

Laik: Mówisz, że Bizancjum „przejęło”, „odziedziczyło”, „było na bieżąco z” … Tak, jakby wszystko zawdzięczało sąsiadom lub starożytnym. Po dłuższym zastanowieniu, muszę przyznać ze wstydem, że nie przychodzi mi o głowy żaden bizantyjski wynalazek. Mam nadzieję, że to znów wina okrojonych podręczników, a nie zapału twórczego towarzyszącego gryzmoleniu gołych bab na marginesie podczas zajęć historii…

F: Nic ci nie przychodzi, bo i nie za wiele tego było. Kilka rozwiązań architektonicznych, trebusz do miotania głazów oraz zabawa zapałkami dla dużych, niegrzecznych chłopców – ogień bizantyjski, granaty i miotacze ognia. Wzięcie w całej Wschodniej Europie miały ikony, ostatni krzyk mody. O gustach się nie dyskutuje, nie sądzę by były one milowym krokiem w historii malarstwa.

Poza tym to odgrzewanie starych placków. Grekom najwidoczniej nie przeszkadzało, że placki są nieświeże, niezmiennie bardzo im smakowały, mało tego, uważali je za najwykwintniejsze na świecie! Bizantyjczykom żyło się całkiem wygodnie i dostatnio, po co więc było cokolwiek zmieniać?

Rozgrywki o władzę toczyły się w obrębie kilku potężnych rodów, brakowało świeżej krwi, nowego spojrzenia. Zazwyczaj imperator nie był w stanie realizować długoterminowych celów, bo stolec cesarski był meblem niezwykle chwiejnym. Władcy ginęli od trucizny w obiadku, a jeżeli mieli szczęście, kończyło się na obciętym nosie bądź wyłupionych oczętach. Intryg dworskich nie powstydziłby się George Martin. Zbyt rozbudowana biurokracja, korupcja i nepotyzm także nie sprzyjały postępowi.

L: Myślałem, że zjawiska te nie były niczym niezwykłym w tamtych czasach. Ba, toż to ponadczasowe i nierozerwalne przymioty władzy i systemu! Może wyłupianie oczu i odcinanie nosów wyszło nieco z użycia w – podkreślam – cywilizowanych krajach, ale reszta – wypisz, wymaluj! I ta wszechwładna, rozpasana magnateria, blokująca wszelkie reformy. Skądś to znamy…

F: Odnoszę jedynie wrażenie, że Bizancjum biło pod tym względem sąsiadów. Nie oceniajmy jednak Greków zbyt surowo. Intrygi i skrytobójstwa wydają się nieco bardziej humanitarnym (!) sposobem załatwiania porachunków między pretendentami do władzy, w porównaniu do angażowania tysięcy niczemu nie winnych ludzi i masowej rzezi na jakimś obłoconym polu podczas walnej bitwy. Podstęp i spryt były w Bizancjum bardziej doceniane niż idiotyczna brawura i duma łaciniaków.

L: Niby to rozsądne podejście, ale niesmak pozostaje…

F: Nie mniej oślizgła była polityka zagraniczna cesarstwa. Szybkie zmiany sojuszów, szczucie jednych ludów przeciw innym, wszystko by przetrwać w morzu wrogów. Niby znów nic nowego, jednak wydaje się, że sprytni, wyrachowani Grecy osiągnęli w tym mistrzostwo.

Mimo to imperium słabło. Miało momenty zrywów, które nie mogły zatrzymać trendu. Grecy nie zauważyli, że stanęli w miejscu, a świat ruszył z kopyta. Resztę Europy niezmiennie traktowali jako barbarzyńców – jak bowiem inaczej nazwać ludy, w których nawet arystokratki nie stosują perfum, a o widelcu nie słyszano nawet w legendach? Toż taki prymitywizm zasługiwał na pogardę! Grecy napawali się wrażeniem, jaki wywoływał na barbarzyńskich przybyszach Konstantynopol, pełen kościołów z relikwiami, posagów, egzotycznych ogrodów. Słynny tron cesarski z mechanicznymi poruszającymi się i wydającymi dźwięki lwami i ptakami, miał za zadanie utrwalenia poczucia niższości u obcych posłów. W pismach cesarz mianował „bratem” jedynie szacha Persji. Reszta władców była upupionymi „synami”.

Jednak to „synowie” wykazali się większą elastycznością, szybko uczyli się od ojczulka i wuja, rywalizując między sobą stymulowali się do rozwoju. Tuż po omawianym okresie prześcignęli obu – wyrastające jak grzyby po deszczu nowoczesne uniwersytety kładły podwaliny pod renesans, a smukłe, pnące się ku niebu katedry na zawsze położyły cień nad starą i zwalistą bazyliką Hagia Sofia.

Zostawmy Cesarstwo i przejdźmy do zestawienia imperiów tamtego okresu,  popartego szacunkami liczbowymi: jak myślisz, jakie było największe miasto ówczesnego świata i ile liczyło ludności? Dla porównania i umożliwienia szacwoania dodam, że Gniezno na początku XI wieku, a więc u szczytu świetności, liczyło 3-4 tysiące mieszkańców…

L: Tylko? Nie może być… Postawiłbym na Rzym, Mediolan czy inną Wenecję, może Paryż. Ludność – powiedzmy, z dziesięć razy tyle, co daje kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Blisko?

F: Blisko. Paryż w IX wieku mógł liczyć 20 000 mieszkańców, Rzym nawet 50 000. Co ciekawe podobnie zaludniony był Kijów za czasów wyprawy Chrobrego – miasto musiało więc zrobić na naszych przodkach niesamowite wrażenie. Na przełomie X i XI wieku populacja Genui mogła liczyć 80 000 ludzi.

Jednak wypada to blado w zestawieniu z wspominanymi już przeze mnie Kordobą i Konstantynopolem – około 1000 roku zamieszkiwało je po 300 000 ludzi.

L: Niesamowite, to sto razy więcej niż w stołecznym Gnieźnie…

F: Najlepsze zostawiłem na koniec. Oto wisienka na torciku: szacuje się, że IX-wieczny Bagdad miał ponad milion mieszkańców! To dwukrotnie więcej, niż dzisiejszy Poznań…

Nieco korzystniej dla zachodu wypada porównanie ogólnej populacji imperiów. O ile państwo Franków przed Karolem Wielkim liczyło około 4-5 milionów,  o tyle zjednoczone (co prawda tylko na kilkadziesiąt lat) imperium karolińskie zamieszkiwało około 15 milionów ludzi. Święte Cesarstwo Rzymskie (Niemcy, nie owijając w bawełnę) w XI wieku liczyło 8-10 milionów barbarzyńskich duszyczek. Nieźle, w tym samym czasie bowiem nadęte Bizancjum miało około 12 milionów mieszkańców, a więc niewiele więcej.

W porównaniu z arabskim kalifatem już tak dobrze nie było: szacuje się, że kalifat Umajjadów w VIII wieku zamieszkiwało nawet 60 milionów ludzi.

Dla dobitnego kontrastu: Polska Chrobrego mogła się poszczycić nieco ponadmilionową populacją.

Większe państwo mogło wystawić większą armię2. Rzecz jasna większa nie znaczy lepsza. Jakoś już tak jest, że wraz z ucywilizowaniem się, ludzie tracą wojenny pazur. Barbarzyńcy ciągle walczący o przeżycie po jakiś ciemnych puszczach, rozżarzonych pustyniach czy bezkresnych stepach byli o wiele bardziej zahartowani, a co ważniejsze – zdeterminowani by walczyć o lepsze życie. Przyzwyczajeni do jedwabi i ciepłych kapci Grecy i Persowie, mimo lepszego uzbrojenia i traktatów o taktyce nie posiadali takiej wartości bojowej jak wypaleni pustynnym ogniem Arabowie czy wyciosani z granitu Frankowie. Ale pełna sakwa otwiera nową możliwość – zamiast walczyć osobiście można kupić najemników. Od X wieku nawet gwardia cesarza bizantyjskiego składać się będzie z twardych i niezłomnych (i nie wylewających za kołnierz) Rusów i Anglosasów, a w Europie o Grekach będzie się mówić jako o zniewieściałych ciastuchach, rządzonych przez wyuzdane, rozkapryszone i – o zgrozo! – wykształcone kobiety.

Co ciekawe Arabom także spodobały się uroki cywilizacji. Podczas rekonkwisty i wypraw krzyżowych, zmuszeni do opuszczenia pełnych kwiatków i motylków przydomowych ogródków, nie byli godnymi przeciwnikami dla wciąż nieco nieokrzesanych łacinników. Najwartościowszymi elementami armii islamu stali się półdzicy tureccy najemnicy i gwardie złożone z niewolników.

Jak to wszystko przekładało się na sukcesy militarne? Jak sądzisz, jakie były najważniejsze i największe bitwy tamtej epoki?

L: Jedyne co przychodzi mi do głowy to bitwa pod Poitiers z 732 roku, kiedy to Karol Młot ratuje Europę przed pochodem islamu. No i batalia pod Hastings 1066, podbój Anglii przez Wilhelma Zdobywcę. Z rodzimych dorzucę zwycięstwo pod Cedynią rzecz jasna, 972 rok, pierwsze nasze powstrzymanie niemieckiej nawały.

F: Nie aż takiej znów niemieckiej – trzon armii hrabiego Hodo rzeczywiście stanowili rycerze teutońscy, jednak liczniejsza piechota to już głównie wojownicy słowiańscy. Poza tym wyprawa była walką o wpływy na Pomorzu, samowolnym wypadem łużyckich królewiątek, łącznie w bitwie wzięło udział nie więcej niż 10 000 ludzi. O wiele bardziej niebezpieczne było oblężenie Niemczy (1017 r.), podczas którego to duża armia sprzymierzona (ok. 12 000 wojowników – Niemców, Czechów i Wieletów) pod wodzą samego cesarza rozpoczynała marsz na Polskę w celu jej unicestwienia3

Bitwa pod Hastings dotyczyła natomiast prowincjonalnej, deszczowej wyspy. Obie armie dysponowały około 7-8 tysiącami żołnierzy.

Co ciekawe, również bitwa pod Poitiers nie jest obecnie traktowana jako decydująca dla dziejów Europy. W rzeczywistości armia arabsko-berberyjska (ok. 20 000 ludzi) wybrała się do Francji by popalić, pograbić i pogwałcić, niefortunnie podczas objazdówki natrafiła na podobne liczebnie siły Karola Młota. Prawdopodobnie o wiele ważniejsza była bitwa pod Tuluzą (co potwierdzają źródła arabskie), 11 lat wcześniej, kiedy to rządna ziem armia arabska pod wodzą samego gubernatora Andaluzji została powstrzymana przez księcia Odona Akwitańskiego. Jednak wkrótce Akwitania została podporządkowana Frankom, którzy wykreowali mit Poitiers, a o Odonie i bitwie pod Tuluzą zapomniano. Historię piszą bowiem zwycięzcy.

L: Nieznana nikomu bitwa pod Tuluzą najważniejszą batalią tamtych czasów?

F: O, nie przesadzajmy. Europą wstrząsały konflikty między pierwszoligowymi graczami, angażujące masy żołnierzy.

Rok 841, w bratobójczej bitwie pod Fontenoy wykrwawiają się wnukowie Karola Wielkiego, imperium rozpada się na 3 części.

Pod Acheloos (917 r.)  kilkudziesięciotysięczne armie Bułgarów i Bizancjum toczą bój o hegemonię na Bałkanach. Po najeździe na Bułgarię 60 tysięcy Rusinów Światosława i bitwie pod Silistrą (968 r.) inicjatywa wraca w ręce Greków. Nie muszę chyba dodawać kto podjudził Światosława do niszczycielskiej akcji…

955 rok, na Lechowym Polu cesarz niemiecki zatrzymuje madziarskie najazdy od lat pustoszące Europę.

Dyrrhachium (1081 r.): 40 000 Normanów i Bizantyjczyków walczy o panowanie nad Włochami.

Jednak największe i najważniejsze starcia rozgrywały się między trzema najpotężniejszymi państwami, walczącymi o panowanie nad tą częścią świata: Bizancjum, Persją i kalifatami arabskimi.

Podczas oblężenia Konstantynopola w 626 roku ważyły się losy cesarstwa – Grecy odparli 80-tysięczną armię Awarów, Słowian i Persów. Bizancjum przeszło do ofensywy, rok później rozbijając Persów w wielkiej bitwie pod Niniwą. Oba mocarstwa wyszły z tej wojny wycieńczone. A gdzie dwóch się bije…

Tymczasem, w 624 roku na hałdach piachu jakiejś zapyziałej pustyni rozegrał się dramat: trzystu rabusiów, z nieznanej nikomu sekty zaczaiło się w wąwozie na karawanę kupiecką z tysiącem żołnierzy obstawy.

L: O czym ty mówisz, żartujesz?

F: Pozwól, że dokończę: napastnicy zwyciężyli, zabijając kilkudziesięciu przeciwników. Potyczka pod Badrem okazała się kluczowym momentem w historii świata. Na czele gangu stał bowiem Mahomet, a jego banda szła do boju z okrzykiem „w imię Allaha!”.

Kamyk zamienił się w lawinę. Nowa religia zdobywała coraz to więcej zwolenników. Arabowie uderzyli na osłabione wojną z Bizanjum imperium Sasanidów (Persja). Pod Nahawandem (642 r.) – w bitwie brało udział ok. 100 000 żołnierzy – muzułmanie ostatecznie rozbili Persów.

Następne w kolejce było Bizanjum. W 636 roku Arabowie uściełali pole greckimi trupami nad rzeką Jarmuk. Zajęli Lewant, wkrótce potem Egipt. Pętla na szyi cesarstwa niebezpiecznie się zaciskała. W latach 674-678 (4 lata oblężenia!) i 717-718 Bizancjum dzielnie broniło stolicy zza murów Teodozjusza przed głównymi siłami islamu – ponad 100-tysięcznymi armiami! Jeżeli jakaś bitwa uchroniła nas przed regularną modlitwą na barwnym kocyku, to z pewnością były to oblężenia Konstantynopola, nie potyczka pod Poitiers.

Problemy z bitnymi Berberami, Chazarami i tureckimi Turgeszami również na jakiś czas wyhamowały rozpędzoną islamską machinę wojenną4.

Kolejna fala walk przyszła z Turkami, którzy po bitwie pod Dandankanem (wiem, brzmi jak gaworzenie oseska) w 1040 roku wtargnęli do Persji, a w 1071 roku, pod Manzikertem rozbili doborowe oddziały armii bizantyjskiej i wzięli do niewoli cesarza Romana. Niedługo doszło do walki o bizantyjski tron, a kluczowa dla cesarstwa Anatolia dobrowolnie poddała się pod tureckie panowanie. Ostatecznym ciosem mogła być inwazja koczowniczych Pieczyngów, którzy zostali jednak odparci w ogromnej bitwie u podnóża góry Lebunion (łącznie 150 000 żołnierzy). Mimo zwycięstwa Bizancjum stało się cieniem dawnej potęgi.

Jednak najbardziej doniosła w skutkach okazała się bitwa w pewnej nadrzecznej osadzie w głębi puszczy, gdzie jedenastu flisaków uzbrojonych we flisackie tyki zaskoczyło oskrzydlającym manewrem dwudziestu czterech spitych na umór zdunów, dysponujących jedynie sztachetami naprędce wyrwanymi z pobliskiego płotu…

L: Tym razem żartujesz…

F: Tak.

L: Przezabawne. Do tej pory odniosłem wrażenie, że to islamskim kalifatom należy się berło pierwszeństwa w ówczesnym świecie. Ogromna w zestawieniu populacja, ludne i rozwinięte miasta, w tym Bagdad, który zamieszkiwało tyle ludzi co całą ówczesną Polskę. Liczna, wyszkolona, fanatyczna armia bijąca skostniałe imperia na wszystkich frontach. Niezły dorobek kulturowy, w większości co prawda odziedziczony, ale i w niektórych dziedzinach nauka poszła do przodu. Kanalizacja, łaźnie, pachnidła, szkoły, perski dywanik w cytrusowym ogródku i kawusia, szkoda tylko, że z tajemniej sztuki destylacji korzystać nie można, mimo to – żyć, nie umierać!

Celowo pominąłem jeszcze jedno imperium. Zdecydowanie najbardziej ludne i rozwinięte, mające ogromną przewagę technologiczną. Co za tym idzie najbardziej zadufane i gardzące resztą świata. Chiny, Państwo Środka. Ale o tym pomówimy następnym razem.

_______________________________________________________________________________

1Więcej o prawach płci pięknej w średniowieczu opowiem w odrębnym poście.

2Zasada ta odnosi się generalnie do ludów o tym samym trybie życia (np. osiadłym), nie sprawdza się jednak gdy porównamy państwo rolnicze z nomadami. Ci ostatni mogli wystawiać armie ze wszystkich zdolnych do walki mężczyzn, a czasem nawet kobiet – tak zrobił chan bułgarski Krum (nie, nie Wiktor…) w 811 roku.

3Sytuacja była dość niebezpieczna, gdy z zachodu szła armia niemiecko-czesko-wielecka, w plecy nóż wbili nam Rusini (skąd my to znamy?). Do rozbioru jednak nie doszło, a tymczasem Bolesław bezczelnie ograbił Czechy.

4Warto nadmienić, że zarówno Berberowie jak i Chazarowie byli w znacznym stopniu zjudaizowani. Niektórzy z wyznawców religii mojżeszowej mięli smykałkę nie tylko do lichwy i handlu…

Reklamy

4 comments on “Bizantyjska „Gra o tron”, garść liczb i zajście pod Badrem – starcie tytanów cz. II.

  1. Emil pisze:

    Po raz kolejny świetny tekst i mnóstwo interesującej wiedzy. Lekcję historii, które zawsze lubiłem, ostatni raz miałem kilka lat temu, a czytanie Twojego tekstu jest jeszcze lepsze. Za to zapowiedź artykułu o Chinach jest jeszcze ciekawsza, w szkole Chiny pojawiały się w podręczniku w okolicach Wojny Opiumowej(nie licząc lakonicznego stwierdzenia przy powstawaniu pierwszych cywilizacji 🙂 ) co było dla mnie sporym zaskoczeniem 🙂

    • mitowiecze pisze:

      Fakt, dzieje Chin są na lekcjach traktowane wybitnie po macoszemu, może dlatego też wędrówka w te białe plamy na mapie historii tak bardzo mnie pochłonęła(uwielbiam średniowieczne Chiny!). Przyznam się, że post jest już praktycznie przygotowany, jednak mam teraz mało czasu na pisanie kolejnych, dlatego by zachować ciągłość i w miarę równe odstępy czasu między artykułami opublikuję go koło połowy grudnia. W międzyczasie powinny pojawić się rysunki do starszych postów i może jeszcze słownik z nieco mniej znanymi wyrażeniami, których do tej pory użyłem.

  2. Patryk pisze:

    Świetny blog, czytam od dawna i nie mogę się doczekać kolejnych części. Po skończeniu historii w liceum, parę lat temu przekonałem się, że wiedza tam nabywana jest tak ogólnikowa że aż fałszywa 🙂

    • mitowiecze pisze:

      Cieszę się, że spośród garstki osób odwiedzających bloga są stali bywalcy, a nie tylko osoby trafiające tu przez przypadek – a tych jest chyba większość, np. jedna osoba zabłąkała się na Mitowiecze wpisując w google „czy kobieta 176cm wzrostu bedzie głeboka czy płytka” 😀 Co do lekcji historii pewnie wielu nauczycieli ze względu na ramy czasowe jest zmuszona do rzucania ogólników, mimo że są świadomi konsekwencji zbytnich uproszczeń. Całe szczęście Fachowiec i Laik nie są ograniczani ani dzwonkami, ani masą materiału do przerobienia, mogą więc bardziej wyczerpać dane zagadnienie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s