唐朝 i 宋朝, czyli Tang i Song – starcie tytanów, cz. III

Fachowiec: Zgodnie z zapowiedzią przeniesiemy się do Chin za czasów europejskich „wieków ciemnych”. Jak się spodziewam mało dziś będzie obalania mitów, więcej opowieści – po prostu  w powszechnej świadomości Polaków średniowieczne Chiny niemal nie istnieją, mity nie miały więc wokół czego narosnąć. Mam jednak nadzieję, że podróż w kierunku nieznanego orientu okaże się równie ciekawe jak rozprawa z ugruntowanymi wymysłami.

Zanim przejdziemy do Chin, wspomnę o kilku innych ówczesnych ośrodkach cywilizacji, i to w miejscach których nie posądzalibyśmy o nadmierną zabudowę w tamtych czasach. Taki Angkor dajmy na to, miasto zagubione w kambodżańskiej dżungli. Kambodżańska dżungla, jak powszechnie wiadomo, to generalnie insekty, bagno po pachy i parność niemożebna. Oglądało się przecież filmy o jatce w Wietnamie, nie? A jednak nie tylko. Kompleks miejski zajmował co najmniej 1000 km kwadratowych (!) i był zamieszkany przez, wedle różnych szacunków od 200 000 do miliona mieszkańców…

Stutysięczne miasta budowano na armeńskich pustkowiach (Ani, „miasto 1001 kościołów”), na terenach dzisiejszego Uzbekistanu (stymulujące zastrzyki kaski z pośrednictwa na jedwabnym szlaku robiły swoje), czy nawet nad swojską Wołgą – wspomnę jeszcze o tym podczas kolejnej rozmowy.

Nieźle rozwijały się też Indie. Był to region niezwykle urodzajny i gęsto zaludniony. Zaawansowane było włókiennictwo, eksportowano tony kamieni szlachetnych i przypraw. Hindusom zawdzięczamy „arabskie” cyfry, algebrę i zero. Astronomowie byli świadomi ruchu obrotowego Ziemi, źródła blasku Księżyca (odbicie promieni słonecznych, tak dla przypomnienia…) i prawdopodobnie istnienia aż 7 planet. Na względnie wysokim poziomie stała chirurgia, dokonywano operacji zaćmy. Uniwerek Nalanda, być może najstarszy na świecie, cieszył się dużą popularnością: w VII wieku kompleks akademicki mieścił 300 pokoi–dormitoriów dla 10 000 uczniów (także z odległej Japonii, Bizancjum czy Indonezji) szkolonych przez 2000 nauczycieli.

Odnośnie architektury – wystarczy wygooglować „Kailasanath Temple at Ellora”.

Wszystko ładnie, pięknie, ale nie idealnie. Uciażliwy był (wciąż jest?) system kast, bardziej hermetycznych niż „nasze” stany feudalne. Kres tolerancji religijnej przyniósł natomiast pochód islamu, wyhamowany nieco podczas decydującej bitwy pod Rajastanem (730r.).

Wróćmy jednak do sedna tematu, którym jest Państwo Środka. Co kojarzy ci się ze średniowiecznymi Chinami, jakimi osiągnięciami mogli się szczycić, co im zawdzięczamy?

Laik: Hmmm, dumni mogli być ze swojego Murku, który obecnie można podziwiać nawet z kosmosu. Dorzucę jeszcze papier, fajerwerki, jedwab i porcelanę, no i orientalne przyprawy ciągnące jedwabnym szlakiem. A, podobno Marco Polo przywiózł do Włoch receptę na makaron…

F: To tylko legenda, makaron był znany w obrębie basenu Morza Śródziemnego już od czasów rzymskich. Nonsensem jest rzekoma widoczność Wielkiego Muru z kosmosu – ma on przecież tylko kilka metrów szerokości. Co do reszty – prawda, ale to bardzo okrojona wersja dorobku cywilizacyjnego Chin.

W interesującym nas okresie Chinami rządziły dynastie Tang (do początku X wieku) i Song (od połowy X wieku) – wspominam o tym tylko dlatego, że za chwilę będę na przemian rzucał już ciut mniej enigmatycznymi „Tangami” i „Songami”.

W IX wieku Chiny zamieszkiwało 80 milionów ludzi, około 1100 roku już blisko 120 milionów – ponad 1/3 ludności Ziemi, proporcjonalnie więcej niż teraz! Stolica państwa dynastii Tang, Cahng’an, zbudowana była na planie kwadratu o bokach 8 na 10 km, z prostopadle przecinającymi się ulicami. Zamieszkiwało ją milion ludzi, w tym 25 000 obcokrajowców. Parę innych chińskich miast liczyło kilkaset tysięcy mieszkańców.

Rosnącej liczbie ludności sprostać musiało rolnictwo. Wprowadzono nowe odmiany ryżu mogące rosnąć w trudniejszych warunkach oraz nowe metody nawożenia zwiększające plony. Pompy usprawniły system nawadniania. Stosowano ciężkie pługi odkładnicowe, siew w rzędach, odchwaszczanie i wialnie – wszystko to wieki przed Europejczykami. Znane tu od tysiąca lat chomąto dopiero zaczynało upowszechniać się w Europie.

Prężnie rozwijał się handel. Rzeczywiście, za Tangów Jedwabnym Szlakiem transportowano ogromne ilości dóbr, głównie jedwabiu i ceramiki, z czego korzystały pośredniczące ludy. Jednak rosnący brak stabilnej władzy w Środkowej Azji, a co za tym idzie kwitnący bandytyzm i zdzierstwo coraz liczniejszych i bardziej pazernych pośredników stopniowo zniechęcały kupców do dalekich podróży. Renesans jedwabnego szlaku przyjdzie wraz z „pax mongolica”(„pokój mongolski”) – imperium skośnookich jeźdźców przejmie kontrolę nad niemal całym szlakiem.

Alternatywą był transport morski, flotylle handlowe regularnie przemierzały trasę do Indii, Persji, Mezopotamii, Egiptu, Etiopii, Somalii, Indonezji i Japonii. Arabscy kupcy wręcz piali z zachwytu na widok chińskich statków(!)1, 12-żaglowych olbrzymów mieszczących nawet 700 osób załogi, apartamenty kupca, roczny zapas ziarna, winiarnie, hodowle świń, a nawet uprawy warzyw i ziół. Na okrętach wykorzystywano grodzie i kompasy, rozwiązania w ożaglowaniu i budowie steru wyprzedzały Europę o setki lat.

W chińskich miastach portowych roiło się od Persów, Hindusów, Arabów, Żydów, nestorian i ludów Azji Południowo-Wschodniej. Chińczycy lubowali się w obcej muzyce i poezji, w domach pojawiły się stoły i krzesła (wcześniej siadano na matach), popularność zdobywały egzotyczne religie, największym zainteresowaniem cieszył się buddyzm. Sprowadzano bawełnę, orientalne przyprawy2, owoce i cukier, coraz większe połacie zajmowały plantacje herbaty.

Kwitł też handel wewnętrzny, a zastosowanie śluz ułatwiło transport dóbr w górę rzek i kanałów. Używano suchych doków3.

Wprowadzone w IX wieku banknoty stopniowo stawały się podstawowym środkiem płatniczym, w drukarniach pieniędzy pracowało nawet po 1000 osób.

Rozbudowana była sieć pocztowa (32 000 kilometrów), zarówno konna jak i łodziami.

Budowano wielkie mosty, mierzące nawet 1200 metrów długości4. Pnące się ku niebu pagody sięgały nawet ponad 80 metrów.

Rozwijał się również przemysł – wytapiano żeliwo służące zarówno produkcji broni jak i trwałych narzędzi rolniczych. Za czasów Songów do wytopu zaczęto używać węgla kamiennego. Wedle niektórych szacunków, ilość wydobywanego węgla i żelaza mogła być równa, a nawet większa niż w Anglii podczas rewolucji przemysłowej!

Od tysiąca lat dokonywano licznych odwiertów, nawet do 1,5 km w głąb ziemi. Materiał skalny odsysano systemem pomp. Wydobywano solankę oraz gaz ziemny, gromadzony w bambusowych tubach (butle gazowe!). Europejczycy zerżnęli chińską sztukę odwiertów dopiero w XIX wieku, co przyczyniło się do wybuchu gorączki „czarnego złota” – ropy naftowej.

Za Songów powstawały imponujące encyklopedie – trzy z nich (ogólna, antologia piosenek i poezji oraz dotycząca polityki i biografii) miały po ok. 1000 tomów. Spisano w 300 tomach historię państwa, od około 400 roku p.n.e.

Z VII wieku pochodzą pierwsze drukowane teksty, z IX wieku natomiast pierwsza drukowana książka. Wkrótce nakłady sięgały setek tysięcy egzemplarzy.

L: Dobrze, ale ruchoma czcionka drukarska to już chyba wynalazek Gutenberga?

F: Nie, ruchomą czcionkę także wynaleziono w Chinach, w XI wieku. Wynalazek ten szybko się upowszechnił. Na początku XI wieku pojawił się druk kolorowy, jako zabezpieczenie przed fałszowaniem banknotów.

Tworzono skomplikowane automaty. Zabawki chińskiego cesarza w niczym nie ustępowały automatom władców perskich i bizantyjskich. Obce poselstwa były pod wrażeniem automatu serwującego wino – „wiedzącego” ile ma polać i ponaglającego ociągających się smakoszy; mechanicznego mnicha proszącego o datek i chowającego monety do sakwy; automatycznej wydry potrafiącej złowić żywą rybę. Zbudowano także napędzany wodą (w innej wersji pracą kół) teatr lalek – tańczących, grających i rzucających mieczami. Znany był wóz pokazujący strony świata bez udziału igły magnetycznej (!) i zarazem umożliwiające pomiar odległości5.

Skonstruowano ogromny zegar astronomiczny, wynaleziono także czasomierz z mechanizmem wychwytowym.

W cesarskim pałacu działała napędzana wodą klimatyzacja.

Rozwijała się medycyna: Chińczycy udoskonalili hinduskie metody walki z ospą – strupy chorych tarto na proszek i długo przechowywano, by uzyskać osłabioną wersję wirusa. Był to pierwowzór szczepionki, 800 lat przed podobnymi próbami w Europie. Odkryto, że cukier w moczu świadczy o cukrzycy i chorzy powinni unikać alkoholu i skrobi. Do leczenia powiększonej tarczycy stosowano ekstrakty z tarczyc zwierząt. Potrafiono ekstrahować hormony z moczu, co Europejczykom udało się osiągnąć dopiero na początku XX wieku(!).

Podczas śledztw kryminalnych dokonywano oględzin i sekcji zwłok w celu ustalenia przyczyny śmierci6.

Produktem ubocznym chińskich alchemików były praktyczne mazidła chroniące tkaniny przed ogniem, wodą i brudem.

Również w sztuce wojennej dokonał się ogromny postęp. Wspominałeś o fajerwerkach, jednak Chińczycy szybko znaleźli dla prochu także inne, mniej wesołe zastosowanie. Pojawiły się granaty, bomby miotane przez katapulty, a nawet prymitywna broń rakietowa-„ogniste strzały”. Bardzo rozpowszechniły się tzw. „lance ogniste” – połączenie włóczni i tuby plującej ogniem i odłamkami – broń tania i efektowna, choć niekoniecznie szczególnie śmiercionośna. Za pośrednictwem Arabów przejęto i udoskonalono bizantyjski wynalazek – ogień grecki, miotacze płomieni uzupełniły „ognisty” arsenał Chińczyków7.

Używano także broni chemicznej, znano gaz powodujący krwawienie z ust i nosa. Do oślepiania stosowano wapno.

Za Songów najbardziej rozpowszechnioną bronią była kusza (starożytny chiński wynalazek), swoimi osiągami (celność, zasięg, siła przebicia) znacznie przewyższająca ówczesne prymitywne kusze europejskie – nasze kusze osiągnęły ten poziom dopiero pod koniec XIV wieku . Skoncentrowana salwa mogła powstrzymać szarżę jazdy, a nawet słoni. Stosowano kontrmarsz, umożliwiający ciągły ostrzał. Do walk w uliczkach miast używano broni przybocznej – kuszy powtarzalnej, zdolnej do wyplucia z magazynku 10 bełtów w 15 sekund8.

Zaczęto wystawiać pierwszych strzelców wyborowych, używających najcelniejszych kusz i mających za zadanie „zdjęcie” wrogiego generała.

Używano także innej broni antykawaleryjskiej – pik, dwuręcznych mieczy, halabard, wielkie pasy ziemi zasypywano tonami kolców raniących kopyta. Elitarne oddziały stosowały niezwykle ciężkie pancerze (sporo cięższe niż nasze zbroje płytowe).

Armia dzieliła się na plutony, zgrupowane w kompanie i bataliony. Za Songów całe wojsko liczyło ponad milion żołnierzy (!), tyle, co populacja Polski za Chrobrego. Nic więc dziwnego, że bitwy między czołowymi mocarstwami regionu (chińskimi państwami, kaganatem Turkutów, imperium Tybetu, Kitanami i kalifatem Abbasydów) oraz silnymi Koreą (Goryeo), Japonią i państwem Khmerów angażowały niejednokrotnie dziesiątki a nawet setki tysięcy żołnierzy i decydowały o losach rozległych obszarów Azji.

W armii Państwa Środka dbano o sprawność pojedynczych żołnierzy (ćwiczenia fizyczne), jak i umiejętność walki w oddziale. Sygnały przekazywano za pomocą flag i bębnów, a czasem nawet fajerwerków. Korzystano z traktatów sztuki wojennej, zarówno klasycznych (Sun Zi), jak i setek nowych.

W marynarce stosowano zwrotne i niezależne od wiatru łodzie kołowe (takie większe rowery wodne)9, uzbrojone w miotacze płomieni i katapulty ciskające bomby.

Pod względem innowacji do czasów oświecenia z średniowiecznymi Chinami mogła konkurować jedynie starożytna Grecja. Jednak większa część wynalazków Hellenów nie upowszechniła się bądź nie znalazła praktycznego zastosowania, w przeciwieństwie do udoskonaleń skośnookich mieszkańców Państwa Środka.

Nic dziwnego, że tak rozwinięta cywilizacja silnie oddziaływała na sąsiednie ludy: Koreańczyków, Japończyków, Tajów, Tybetańczyków i kolejne fale nomadów na północy Chin. Zazwyczaj porcję chińskiej kultury przyjmowano bez użycia siły – była ona po prostu niezmiernie atrakcyjna dla sąsiadów.

L: Jak więc wyglądało życie maluczkich w tak rozwiniętym państwie?

F: O tym powiemy już następnym razem.

__________________________________________________________________________________

1Największe z chińskich statków mogły mieć nawet 137 metrów długości, 55 szerokości i mieścić 1000 pasażerów. Dla porównania okręt flagowy Kolumba, Santa Maria, był istną dłubanką – miał 20 metrów długości, 5,5 szerokości i wiódł ku „Indiom” 40 marynarzy… Prawdopodobnie tak wielkie dżonki nie nadawały się do żeglugi morskiej, były pływającymi pałacami cesarzy na rzece Jangcy, pomnikiem potęgi  i przepychu. Dżonki pełnomorskie także osiągały imponujące rozmiary. Opis z hodowlą świń i uprawą ziół pochodzi z relacji Ibn Batutty z XIV wieku, jednak podobne statki istniały także w interesującym nas okresie.

2Orient dosłownie oznacza „wschód”. Rzecz jasna nie miałem na myśli przypraw sprowadzanych z Pacyfiku, a egzotyczne smakołyki z Indii i Azji Południowo-Wschodniej.

3Suche doki, choć były niespotykane w innych rejonach ówczesnego świata, nie są chińską innowacją – używano ich już w starożytnym Egipcie Ptolemeuszy.

4Większe rozmiary miał tylko drewniany most rzymski Konstantyna na Dunaju – był aż dwukrotnie dłuższy, jednak używano go tylko ok. 20-30 lat, podczas gdy chiński Luoyang stoi do dziś.

5Cacko do pomiaru odległości użyte było też podczas kampanii Aleksandra Wielkiego, jednak nie było zmontowane z tajemniczym mechanicznym „kompasem”.

6Po omawianym przez nas okresie, pod koniec XIII wieku, została wydana pierwsza książka zgłębiająca entomologię sądową – czyli jakie robale zasiedlają poszczególne stadia rozkładu ciała… Okropieństwo!

7Między XII a XIV wiekiem do diabelnego arsenału dodano: rusznicę, muszkiet z zamkiem lontowym, ciężką artylerię miotającą wybuchające pociski, skrzydlate bomby, wielostopniowe rakiety i miny.

8Po prawdzie była to broń o słabej sile przebicia i niecelna (brak lotek w bełtach!), spotkałem się z opinią, że dla zwiększenia skuteczności pociski zatruwano.

9Te większe „rowery wodne” znano już w starożytnym Rzymie (IV-V wiek), jednak skąpe wzmianki mogą świadczyć o małym rozpowszechnieniu wynalazku, w przeciwieństwie do niezwykłej popularności tego typu łodzi we flotach chińskich.

Reklamy