„The Wall” – życie za Murem. Starcie tytanów, cz. IV, ostatnia.

Fachowiec: Zgodnie z zapowiedzią zajrzymy dziś pod strzechy średniowiecznych chińskich domostw. Nie oszukujmy się, dla większości nie było zbyt kolorowo. Najliczniejsi chłopi zasuwali w polu od bladego świtu. Z drugiej jednak strony, kilka wspomnianych urządzeń nieco ułatwiało znojną pracę. Monotonne życie ubarwiały liczne świąteczne festiwale. Chłopstwo darzono sporym szacunkiem, większym niż rzemieślników czy potępianych handlarzy i wojskowych – w końcu zapewniali oni żywność reszcie. Nieliczni chłopi mieli także dostęp do publicznych szkół, zakładanych niekiedy na prowincji i kształcących głównie pod kątem egzaminów na urzędników1(przez co bywały krytykowane). Pod strzechy trafiały też masowo drukowane kalendarze i książki, dotyczące m. in. rolnictwa, położnictwa i medycyny, geografii, ekonomii i religii. Może więc i monochromatycznie, ale i tak lepiej niż u chłopków z innych stron świata.

Inną grupę stanowili urzędnicy państwowi. Urzędnikiem mógł zostać każdy kto zdał trzyetapowy test wiedzy, niezależnie od pochodzenia – egzamin był anonimowy. W teorii stwarzało to -wraz z upowszechnieniem druku- niespotykane w tamtych czasach możliwości awansu; w praktyce większość urzędników pochodziła ze szlachty, mającej lepszy dostęp do edukacji (szkoły prywatne) i więcej wolnego czasu. Życie urzędników i szlachty nie ograniczało się tylko do pracy2– „porządny” urzędas powinien być moralnym wzorem dla maluczkich. W ramach oświecania mas pisywano artykuły w prasie. Powszechna była umiejętność malowania, kaligrafii i tworzenia poezji. Urzędnicy często kolekcjonowali antyki.

Do ogromnych majątków dochodzili kupcy, których flotylle zahaczały o odległe kraje.

Miasta tętniły życiem. Do teatrów chodziły tłumy; popisami aktorskimi i śpiewackimi handlarze zachęcali do zakupu towarów. Na ulicach roiło się od wszelkiej maści kuglarzy. Zrzeszano się w stowarzyszenia, np. miłośników orientalnej kuchni czy kolekcjonerów staroci. Bardzo popularne były planszówki, masowo drukowano karty do gry. Podczas licznych świąt ulice zapełniały się barwnymi papierowymi lampionami, wystrzeliwano efektowne fajerwerki, mniej majętni zadowalali się petardami. Organizowano wystawne bankiety. Kwitł hazard i prostytucja. Bogatsi chadzali do restauracji, gdzie próbowali potraw charakterystycznych dla poszczególnych prowincji. Biedniejsi zadowalali się mniej urozmaiconą dietą, jednak przysłowiowej „misce ryżu” często towarzyszyły ryby i wieprzowina. Majętni mogli pozwolić sobie na prymitywne lodówki/chłodnie. Powszechnie używano zapałek (w Europie pojawiły się dopiero w XIX wieku), a zadki podcierano sobie najprawdziwszym papierem toaletowym! Wywołało to zresztą obrzydzenie jednego z arabskich podróżników – dla muzułmanów normą było (i jest) bowiem tyłka podmywanie. To tyle na temat „brudnych Arabów”.

Państwo troszczyło się o obywateli – powstawały domy starców i łaźnie, powszechna była publiczna opieka zdrowotna. W większości drewnianej zabudowy strzegła straż pożarna.

Laik: Nie rozumiem… Dziesiątki wynalazków znacznie wyprzedzających epokę, w dodatku praktycznych i w powszechnym użytku. Życie w miastach pod wieloma względami zbliżone do współczesnego. Ogromna, świetnie i nowocześnie uzbrojona armia, podobnie flota. Potężna gospodarka, rozbudowany przemysł, dalekomorski handel. Jak to się stało, że Chińczycy nie podbili świata? Czemu nie wygrali wyścigu z Europą, skoro mieli taką przewagę na starcie?

F: Po części zwyczajnie… nie chcieli. Chiny, mając wokół siebie nieokrzesane bandy pastuchów (od tych typków najlepiej zupełnie odgrodzić się murem) i dzikie (w mniemaniu Chińczyków) ludy z dżungli, mogły uchodzić za ośrodek cywilizacji. Podczas dalekomorskich wypraw utwierdzili się w poczuciu wyższości – może Persja czy Indie nie były tak zupełnie zacofane, ale gdzie im tam do Chin. Afryka i Arabia – szkoda gadać, hałda piachu. Udowodnione więc zostało, że imperium zasłużyło na miano „Państwa Środka”, pępka globu. Oprócz surowców i przypraw reszta świata nie miała wiele do zaoferowania, po co więc podboje?

Zdarzały się wyjątki – za Tangów, kiedy Chiny były nieco bardziej zaciekawione odległymi krajami, opanowały spore tereny Azji Środkowej. W ramach walki o dominację w regionie wojska Państwa Środka starły się nawet ze sporą armią arabską3. Przegrana zgrała się w czasie z wybuchem wojny domowej, oddziały zostały więc wycofane. Chiny na długo darowały sobie walkę o te tereny – widocznie gra nie była warta świeczki.

Obecność obcych w państwie także zaczęła przeszkadzać. Napięcia społeczne znajdowały ujście w tępieniu kozłów ofiarnych – dochodziło do masakr zagranicznych kupców, których bogactwo kuło w oczy. W Guangzhou w 878 roku nagle przypomniano sobie o Persko-arabskim łupieżczym wybryku sprzed stu lat. Troglodyci nie mogli bowiem dojść do majątku w inny sposób niż kradnąc! Przykładnie ukarano zarówno potencjalnych prawnuków piratów (rzecz jasna WSZYSCY Persowie i Arabowie byli podejrzani) jak i miejscowych chrześcijan i Żydów – jakoś (ci ostatni jak zwykle) nawinęli się pod rękę… Zginęło 120 tysięcy obcokrajowców.

Niechętnie zaczęto się odnosić także do „obcego” i „oderwanego od rzeczywistości” buddyzmu. Nie zauważono, że lansowany neokonfucjanizm przesiąknięty był buddyjskimi naleciałościami.

Spore znaczenie w skostnieniu Chin miał właśnie konfucjanizm. Promował izolację; wolność i autonomię jednostki traktowano jako patologię. Zdecydowanie potępiano przemoc, stąd stosunek społeczeństwa do wojen i wojskowych, uwidocznione w chińskim porzekadle: „nie robi się gwoździ z dobrego żelaza, tak jak nie robi się żołnierzy z dobrych ludzi”. Za Songów żołnierzami zostawali najczęściej ludzie zadłużeni bądź mający problemy z prawem. Dziwnym trafem niewiele z żołdu trafiało do szeregowców, większość zatrzymywała się w wąskich gardłach sakiewek oficerów. Kwitła korupcja. Niewiele to obchodziło cywilnych urzędasów, brzydzących się „psami wojny”. Armia pogardzanych przez społeczeństwo i systematycznie obskubywanych dłużników i bandziorów, nawet mimo niezłego treningu nie mogła mieć wysokiego morale. Co zdolniejszych wodzów tępiono w obawie przed przewrotem i reżimem wojskowym – chciano uniknąć sytuacji z końca panowania poprzedniej dynastii. Brakowało jednolitego dowództwa. Gdy Chiny przestały kontrolować północne pastwiska sporym problemem stał się niedobór koni4.

Wróg nie spał – ze stepu nadchodziły kolejne fale nomadów, chcących zasmakować bogactwa Chin – za wielki mur przelewali się Tanguci, Kitanowie, Tybetańczycy i Dżurdżeni. Twardym wojownikom prowadzonym przez charyzmatycznych wodzów armia Songów nie mogła sprostać. Używano więc cywilizowanych metod – płacono haracze (a co tam, stać nas) i uznawano barbarzyńskiego wodzireja za cesarza, równego cesarzowi Chin (troszkę duma boli, ale trudno, to tylko słowa, my swoje wiemy). Pastuchom tak podobało się za murem, że zostawali za nim na dłużej. Porzucali dawne obyczaje i zakładali wygodne chińskie kapcie. Po kilku pokoleniach tyłki przyzwyczajone do jedwabiów nie mieściły się w kulbakach, ex-nomadzi tracili wojenny pazur by w końcu rozpłynąć się w morzu chińskiego roztworu5.

Niezależnie od kolejnych podbojów cywilizacja chińska zwyciężała, a boleśnie utwierdzeni w przekonaniu o barbarzyństwie sąsiadów Chińczycy coraz bardziej zamykali się na świat6.

W scentralizowanym imperium, otoczonym przez cywilizacyjną pustkę (w odczuciu kitajców) zaczęło brakować także stymulującej konkurencji.

Tymczasem europejskie państewka7 by zdobyć przewagę nad sąsiadami chłonęły wiedzę jak gąbka. Charyzmatyczni przywódcy (kult jednostki) zbierali grupy ciekawych świata awanturników na podbój nowych ziem (wolność!) – widocznie pacyfizm Jezusa był mniej zakorzeniony w głowach naszych przodków niż ten Konfucjusza pod chińskimi kapelutkami. Europa stopniowo przejmowała kontrolę nad światem.

I choć zajęło to najwięcej czasu, bo i strata była spora, dogoniliśmy i wyprzedziliśmy także zadufanych Chińczyków. W XIX wieku okazało się, że barbarzyńcom zza Oceanu żyje się o niebo lepiej niż w „Pępku świata”. Kubeł zimnej wody podziałał – bardziej otwarte na świat Chiny znów wracają do swojej dawnej pozycji.

_______________________________________________________________________________________________________________________________________

1Niestety, podczas egzaminów na urzędasów kluczowa była przede wszystkim znajomość konfucjanizmu, pod tym kątem kształciły więc też szkoły. Średniowieczne uniwersytety europejskie, edukujące o wiele bardziej wszechstronnie i podsycające ciekawość światem kładły podwaliny pod przyszłą przewagę europejskiej nauki i technologii nad resztą świata.

2A tej było całkiem sporo. Urzędnik mógł liczyć na 30 dni urlopu co 3 lata na odwiedzenie rodziny zamieszkującej ponad 1600 km, lub 15 dni, gdy najbliżsi byli odlegli o ponad 270 km. Prawdopodobnie większość urlopu „syn marnotrawny” spędzał w drodze.

3Mowa o bitwie nad rzeką Tałas, w 751 roku. W starciu walczyło jedynie ok. 10 000 chińskich żołnierzy (2% całej chińskiej armii) wspieranych przez licznych tureckich najemników (którzy zresztą zdradziecko zmienili stronę w czasie bitwy), przegrana nie była więc dotkliwym ciosem dla Chin. Z perspektywy arabskiej bitwa mogła za to uchodzić za ważną i dużą – zaangażowanych w nią było kilkadziesiąt tysięcy muzułmanów. Oprócz nowych ziem arabowie przejęli… technologię produkcji papieru!

4Po podboju północnych Chin przez Dżurdżenów w 1125 roku w rękach Songów ostało się jedynie 150 000 koni. W przybliżeniu taką ilością wierzchowców dysponował 40-tysięczny oddział nomadów.

5Nieco inaczej sprawa się miała z Mongołami, których rasistowskie praktyki prowadziły do rosnącego niezadowolenia. Poskutkowało to powstaniem i zrzuceniem jarzma.

6Wrażenia tego nie zmieniają wyprawy (łącznie siedem) Zheng He w latach 1405-1433, angażujące ogromną flotyllę z prawie 30 000 ludźmi załogi – rozmach podobny do hiszpańskiej Wielkiej Armady z 1588 r. Nie była do jednak wyprawa ciekawych świata (i pragnących złota…) awanturników w stylu europejskim, a manifestacja siły Chin: „popatrzcie, Bambusy, gdybyśmy tylko chcieli moglibyśmy rządzić światem”. Zheng He popływał w różne zakątki Oceanu Indyjskiego, wymienił podarki, kilkakrotnie pokazał kto tu rządzi, zebrał nic nie znaczące deklaracje o uniżonej postawie lokalnych władców wobec Chin, przywlekł do ojczyzny – uwaga – żyrafę (wziętą za mitycznego qilina), i… tyle. Ach, jest jeszcze teoria o rozbiciu się jednego ze statków na wyspie Pate koło Kenii, gdzie załoga zaprzyjaźniła się (mocno…) z miejscowymi kobietkami, której to (mocnej) przyjaźni efektem są rzekomo niektórzy dzisiejsi mieszkańcy wyspy. Wyprawy bardzo obciążyły skarb państwa, a dla kolejnych władców priorytetem było trzymanie w ryzach wojowniczych pastuchów zza muru, wypraw więc zaprzestano.

7Jedna z teorii głosi, że podział Europy na małe, rywalizujące państewka wynikał z topografii – na terenie naszego kontynentu, pociętego rzeczkami i o stosunkowo urozmaiconej rzeźbie terenu powstawały niewielkie, izolowane i samowystarczalne kraiki. Na ogromnych równinach Chin, gdzie do działań irygacyjnych potrzeba było setek tysięcy rąk do pracy, zbierano się w większe grupy, a synchronizację prac zapewniała silna, scentralizowana władza – półboski cesarz. Sprawnie działające imperium przerzucało znaczne ilości żywności do regionów w których w danym okresie z ryżem było cienko, nie brakowało też rąk do pracy – wszystko to hamowało kreatywność rolników w poszczególnych regionach, po Songach nie starano się już opracowywać nowych, pracooszczędnych metod uprawy.

Reklamy