Relacje człeka i zwierza w dawnych czasach – o tępieniu, zawlekaniu i indiańskiej miłości do przyrody.

Fachowiec: Tym razem pomówimy o… zwierzakach. W zamierzchłych czasach różnorodność i rozmieszczenie gatunków wyglądały zupełnie inaczej niż dziś…

Laik: No jasne… Brontozaury, t-rex i te sprawy.

F: Aż tak chronologicznie nie odjedziemy, chociaż możemy sprawę omówić nieco szerzej i wyjść poza ramy średniowiecza. Nawet przyhaczając o troglodytów z maczugami.

L: Łupiących brontozaury po czaszkach?

F:…

L: Wiem, marny żart. Całe szczęście „moda na dinozaury” wśród dzieciaków w ostatnich latach (Dziesięcioleciach? Ależ ten czas płynie…) trochę poprawiła nasz stan wiedzy. Chyba już nikt nie wierzy w jaskiniowców polujących na brontozaury, no nie?

F: Niestety od czasów beztroskich lat cielęcych rzeczywiście minęło już parę lat i jak widzę niektórzy zapomnieli, że brontozaur to jedna, wielka (dosłownie!) pomyłka0. Zostawmy jednak jurajskie jaszczury i przenieśmy się do czasów naszych nieokrzesanych, jaskiniowych przodków. Jakie już nieistniejące zwierzęta łomotali po czaszkach?

L: Mamuty, mastodonty, włochate nosorożce, niedźwiedzie jaskiniowe, a i tygrysom szablozębnym   pałką się oberwało…

F: Dobrze że nie powiedziałeś „szablastozębnym”- niby też poprawnie, ale uszy bolą, pot czoło zalewa, a ciałem targają konwulsje… Jak to kretyńsko brzmi, na Boga!

Wracając do tematu – całkiem nieźle. Z takich bardziej egzotycznych dorzucę egzemplarze z Ameryki Południowej – naziemne leniwce wielkości słonia i Glyptodony – istne czołgi tamtych czasów. W Australii przodkowie Aborygenów spotkali natomiast wombaty rozmiaru nosorożców, 7-metrowe jaszczury podobne do waranów z komodo i wyższe niż ludzie mięsożerne (bądź padlinożerne) nielotne ptaki o potężnych dziobach, których najbliższymi krewnymi są… kaczki i gęsi!

Były, a jednak ich nie ma. Co się więc z nimi stało?

L: Jak to co? My, Homo sapiens, władcy świata, zaciukaliśmy je definitywnie i z kretesem.

F: Ale czy na pewno? Ostatnio bardzo popularne były teorie, umywające trochę upaprane krwią dłonie naszych odległych przodków – a to że ludzi było za mało żeby tak namieszać, że człowiek pierwotny taki miłujący przyrodę, to kwiatek powącha, to motylka na palcu popodziwia. Zupełna harmonia, wypisz wymaluj z „Pocahontas”. A dopiero zły Biały przesiąknięty zgnilizną cywilizacji zachodu przyłazi z prochem by namieszać – nie dla pożywienia czy materiałów, a próżnego kaprysu. I ciała bizonów pokryją prerię po horyzont.

Co więc spowodowało wymierania mamutów, włochatych nosorożców i innych olbrzymów? Pojawiały się teorie – a to, że zmiany klimatyczne zawiniły – może zrobiło się zbyt ciepło albo zbyt sucho?; a to znów że nabroił niechciany przybysz z kosmosu – śmiercionośna kometa. A już najwygodniejsza jest teoria o złożeniu się wszystkich powyższych czynników.

L: A więc to nie człowiek zawinił? W sumie w młodości czytałem książki o Indianach i ich poszanowaniu dla przyrody, pamiętam nawet przysłowie „stąpaj lekko na wiosnę, Matka Ziemia jest brzemienna”. Tacy ludzie jak i inne ludy pierwotne nie mogą chyba stać za masową rzezią prehistorycznych zwierząt…

F: Co się tyczy powieści Maya, to miał chłopak fantazję – ale do Ameryki dotarł dopiero po napisaniu cyklu.

Problem z nowszymi teoriami jest taki, że chyba za bardzo chciano doszukać się na siłę sensacji i wybielić naszych praprzodków, by poprzez kontrast uwidoczniło się bestialstwo i oddalenie od natury współczesnego białego człowieka. Wydaje się, że twoja pierwsza myśl była bliższa prawdy – człowiek pierwotny niósł śmierć. Zbieżność chronologiczna nie pozostawia wątpliwości – 65-40 000 lat temu człowiek dociera do Australii, wkrótce potem wymiera większość dużych zwierząt kontynentu. 15 000 lat temu pakuje się w onucach do Ameryk, po 2-3 tysiącleciach jest już praktycznie pozamiatane – ostają się jedynie bizony i grizzly. Podobnie rzecz ma się później na pomniejszych wysepkach rozrzuconych po oceanach.

Jasne, można powiedzieć, że złożyły się też na to także inne wspomniane czynniki – jest to teoria tyleż wygodna co asekuracyjna i nieprecyzyjna. Osobiście nie mam wątpliwości, że nawet przy założeniu teorii wieloczynnikowej to człowiek przeważył i przypieczętował los prehistorycznych olbrzymów.

L: Jak garść ludzi zdołała wytrzebić tak ogromne stada? Czemu nie wytrzebili dajmy na to słoni, nosorożców i hipopotamów w Afryce?

F: Człowiek wywodzi się z Afryki, tam zwierzęta miały najwięcej czasu by żyjąc w jego towarzystwie nauczyć się zasłużonej nieufności i wykształcić mechanizmy obronne. Pojawiwszy się w Ameryce ludzie byli już zaawansowani technologicznie, mogli więc hulać do woli (piekła nie ma!), trzebiąc hurtowo osłupiałe na widok dziwnych dwunożnych przybyszów stworzenia. Aż im ręce puchły.

Indianie specjalizowali się w zapędzaniu całych stad bizonów nad strome urwiska, gdzie krewniacy żubra wykonywali samobójczy skok w przepaść. Wedle podań przynajmniej nic się nie marnowało – każda część zwierzęcia była wykorzystywana przez praktycznych Indian. Co innego Maorysi, pierwotni mieszkańcy Nowej Zelandii – ci polując na strusiopodobne moa wykazywali się sporym marnotrawstwem, przy bogactwie gigantycznego drobiu ograniczali się do wyjadania co smaczniejszych kąsków.

Część wielkich ptaków z wysp ucierpiała na skutek wielkiego apetytu przybyłych ludzi na jajecznicę.

Zresztą, człowiek zabijał nie tylko włócznią i patelnią, ale też przez wypalanie i w konsekwencji zmianę środowiska, czy też „niechcący” – przez przywleczenie psów, świń czy wszędobylskich szczurów (te „przyjemniaczki” w dużej mierze przyczyniły się do zakatrupienia słynnych dodo).

Po prawdzie na zmianie klimatu niektóre gatunki korzystały – można powiedzieć, że ogromne, kilkumilionowe (!) stada bizonów w Ameryce Północnej ciągnące się na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów (jedno stado!) nie były zjawiskiem naturalnym, a zwierzętami „hodowanymi” przez Indian na regularnie wypalanych preriach. Niektórzy sugerują również, że częstsze niż naturalne pożary wywoływane przez Aborygenów w Australii doprowadziły to spustynienia centrum kontynentu1.

Na wyspiarskie ptactwo oddziaływać mogły choroby przywleczone przez drób pierwszych osadników.

 

Jak więc widzisz, tępienie zwierząt nie było aż tak trudne, a prehistoryczni kolonizatorzy uwielbiali jatki w takim samym stopniu co „ci okrutni jankesi”. To, że tym ostatnim wybicie bizonów czy wędrownych gołębi2 zajęło kilkadziesiąt lat, a nie tysiąclecia, wynika jedynie z przewagi technologicznej i większej populacji. Człowiek zaczął dostosowywać środowisko na wielką skalę tysiące lat przed początkami rolnictwa i budową stałych osad, gdzieś mając harmonię i równowagę w środowisku.

 

Teraz nieco z innej beczki – kiedy to wymordowano owe prehistoryczne bestie?

L: Hmm, daty to ci nie podam, ale tak gdzieś podczas ostatniej epoki lodowcowej…

F: Generalnie tak, choć np. Aborygeni zajęli się australijską fauną już sporo wcześniej. Około 10 000 lat temu na większości kontynentów było już prawie pozamiatane. Ale jest kilka ciekawych wyjątków:

– 7500 lat temu, gdy tureckie miasto Çatalhöyük miało już kilka tysięcy mieszkańców, na Syberii żyły jeszcze ostatnie okazy olbrzymich jeleni, o porożu mierzącym ponad 3,5 metra i wadze 40 kg.

– 1800 lat przed Chrystusem, 800 lat po wybudowaniu piramidy Cheopsa, na arktycznej wyspie Wrangla ostały się ostatnie skarłowaciałe mamuty. W tym czasie do wyspy dotarli pierwsi ludzie…

– 350 lat przed naszą erą (czasy Aleksandra Wielkiego) pierwsi kolonizatorzy na Madagaskarze dobili ostatnie gigantyczne lemury (wielkości goryla).

– koło 1400 roku naszej ery3 (tak, bitwa pod Grunwaldem) wytępiono ostatnie moa na Nowej Zelandii, strusiopodobne nieloty o wysokości ponad 3,5 metra. W tym czasie wyginęły także żywiące się nimi orły, 2-3 razy cięższe od naszych bielików. Ludzie dotarli na wyspy 100 lat wcześniej…

– w XVII wieku wytrzebiono na Madagaskarze olbrzymie ptaki nieloty – Mamutaki. Ważyły do 400 kg, a ich jaja mierzyły 34 cm długości i wystarczały za 160 kurzych jaj (dla porównania dwukrotnie krótsze strusie jaja są ekwiwalentem „jedynie” 20-30 kurzych). To w jajach mamutaków tak lubowali się pierwsi mieszkańcy Madagaskaru.

W tym samym czasie na pobliskim Mauritiusie sprowadzone przez ludzi świnie i szczury przypieczętowały los krewniaków gołębi – Dodo.

 

Część ze zwierząt nie wyginęła, ale znacznie zmieniła zasięg występowania. Mała zagadka: gdzie żyją lwy, a gdzie tygrysy?

L: Lwy na sawannach Afryki, a tygrysy w Indiach. Pamięta się „Księgę Dżungli”.

F: Rzeczywiście, oprócz lwów afrykańskich żyjących na południe od Sahary ostała się jedynie niewielka enklawa tych kotów w Indiach.

Kiedyś grzywiaste drapieżniki zamieszkiwały o wiele większy obszar. Skamieliny świadczą o ich obecności na Ukrainie i Węgrzech ok. trzech tysiącleci przed Chrystusem. Jeszcze do ok. 100 roku naszej ery lwy zamieszkiwały Macedonię. W średniowieczu, koło X wieku wytępiono je na Kaukazie. W wiekach XIX i XX zniknęły z obszarów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Resztki tygrysów poza Indiami (i okolicą) przetrwały na Sumatrze, w południowych Chinach i wschodniej Syberii. Jednak jeszcze na początku XX wieku można je było spotkać w… Gruzji!

Chińczycy dość wcześnie wzięli się za tępienie co większych rodzimych zwierzaków. Oprócz ograniczenia zasięgu występowania tygrysów (z większości kraju do żałosnej ostoi) pozbyli się też słoni, które do ok. 1500 roku p.n.e zamieszkiwały centralne Chiny. W starożytność i średniowieczu z północnych i centralnych terytoriów kraju zniknęły nosorożce, ze skóry których Chińczycy wytwarzali pancerze. W tym czasie z południowych Chin zniknęły monstrualne słonowodne krokodyle.

Pracowici pod tym względem byli także Europejczycy. Francuzi wytępili ostatnie tury w X wieku, niedługo potem zniknęły z większości obszarów Niemiec. Stosunkowo troskliwi Polacy cieszyli się obecnością tych majestatycznych zwierząt do 1627 roku.

Wzięto się także za wilki – w Anglii ostatnie wyrżnięto w XVI wieku, w Szkocji w XVII wieku (według innych podań w XVIII), a w kolejnym stuleciu w Danii i Irlandii. Już za czasów Karola Wielkiego powołano we Francji urzędników których celem było „ograniczanie populacji wilków”- czyli pilnowanie, by zwierzaki tępiono ile sił w rękach.

Niedaleko w tyle pozostali Japończycy, którzy definitywnie zakatrupili dwa (z dwóch…) rodzime podgatunki wilków.

Przypominająca pingwiny (choć z nimi nie spokrewniona) alka olbrzymia była starannie tępiona od VIII wieku. W XIII wieku zniknęła ze Skandynawii, na początku XIX wieku z Wielkiej Brytanii, a w połowie XIX wieku ostatnia parę z Islandii zatłuczono wiosłami, a jajo zgnieciono butem. Nie powiem, spektakularna „kropka nad i”, godna Władcy Świata…

 

Żeby nie było tak pesymistycznie – człowiek nie tylko ograniczał i tępił, ale także rozszerzał występowanie niektórych gatunków- mniej bądź bardziej celowo. Z jakimi drapieżnikami kojarzy ci się Australia?

L: Hmm… jedyne co przychodzi mi do głowy to dingo i krokodyle…

F: Jak się okazuje psy dingo, jeden z symboli Australii, to ponownie zdziczałe zwierzaki domowe przywleczone przez imigrantów z Azji południowo-wschodniej. W dodatku na kontynencie są od stosunkowo niedawna – ok. 4000 lat, czyli 50 000 lat po przybyciu pierwszych Aborygenów. Zastąpiły one miejscowe drapieżniki – wilki tasmańskie (jak sama nazwa wskazuje uchowały się tylko na Tasmanii) i wilki workowate (te przedziwne zwierzęta także zepchnięto na Tasmanię, gdzie żyły przynajmniej do lat 30-tych XX wieku4).

Jeszcze młodszym nabytkiem są mustangi, symbol dzikiej przyrody amerykańskiej prerii – są one zdziczałymi potomkami wierzchowców, które uciekły Hiszpanom w XVI wieku. Już po dwóch stuleciach ich populacja osiągnęła kilka milionów. Co ciekawe, pierwsi ludzie w Ameryce napotkali stada miejscowych koni, jednak wyrżnęli je co do nogi (kopyta?). W przeciwieństwie do swoich przodków późniejsi Indianie dostrzegli inne niż smakowe walory koników.

Wspominałem już, że szczególnie niebezpieczne dla wyspiarskich zwierząt były szczury i świnie, towarzyszące Polinezyjskim żeglarzom.

L: Jasne, na każdym szanującym się statku szczury być muszą.

F: Jednak nie każdy wie, że szczury nie są rodzimymi gatunkami również w Europie.

L: …?

F: Szczur wędrowny zamieszkiwał początkowo wschodnioazjatyckie stepy, mniejszy szczur śniady natomiast tropikalne rejony Azji. Oba gatunki podróżując „na gapę” z ludźmi rozpleniły się po całym globie. Szczur śniady dotarł do Europy w I wieku naszej ery. Prawdopodobnie jednej z grupek później przywleczonych z Azji zawdzięczamy egzotyczne pchełki roznoszące dżumę. Szczur wędrowny dotarł do Europy dopiero w XVI-XVIII wieku.

 

Skoro jesteśmy już w rodzimych stronach, warto wspomnieć, że obce w Polsce są także króliki, początkowo zamieszkujące półwysep Iberyjski i północną Hiszpanię. Od czasów rzymskich stopniowo rozprzestrzeniały się na inne tereny5.

Pochodzące z Azji bażanty dotarły do Polski dopiero w XVI wieku. Prawdopodobnie jako zwierzęta ozdobne początkowo były traktowane także… kury. Choć te udomowione w Azji ptaki znano już za czasów Biskupina, powszechne stały się dopiero za pierwszych Piastów. Możliwe, że koguta uwieczniono na denarze Chrobrego (choć wersja z pawiem też brzmi sensownie).

Również azjatycki rodowód mają karpie, sprowadzone do polski przez cystersów w XII-XIII wieku.

 

Sporo ze zwierzaków utraciliśmy. Od VIII wieku przez nadmierne połowy ubywało nam źródła kawioru- imponujących jesiotrów (iektóre okazy dochodzą do ponad 300 kg masy ciała). Ostatnie osobniki odnotowano 40 lat temu.

Prawdopodobnie do XIX wieku w Tatrach gniazdowały… sępy! A teraz jeszcze bardziej zapachnie egzotyką – w XVI i XVII wieku po należących do Rzeczpospolitej Dzikich Polach hasały najprawdziwsze antylopy – stepowe suhaki o dziwacznych trąbopodobnych nosach.

Do czasu rozbiorów cieszyliśmy się także obecnością ostatnich (obok koni Przewalskiego) „prawdziwych” dzikich koni – tarpanów6. Ostatnie wymarły pod koniec XIX wieku na Ukrainie. Zachowała się fotografia jednego z ostatnich tarpanów.

Staraliśmy się zachować dla potomnych tury – książęta mazowieccy, a potem królowie polscy wydawali traktaty chroniące te zwierzęta. W drugiej połowie XVI wieku 16 rodzin leśników rozpaczliwie starało się utrzymać przy życiu kilkanaście ostatnich osobników tych zwierząt. Populacja była jednak zbyt mała, kazirodcze stosunki (turów, nie leśników) zmniejszyła odporność na choroby i w 1627 padła ostatnia na świecie samica. „Turowie” zniknęli z powierzchni ziemi.

 

Mimo sporych rozmiarów turów, ich potomkowie – czyli nasze krówki były zupełnie mizerne. W Polsce Piastów mierzyły one jedynie ok. metra w kłębie! Owce to, nie krowy…

I żeby było jasne – w średniowieczu to wołów (kastrowane byki) używano do prac w polu. Drogocenne koniki nie parały się tak poniżająca pracą!

 

A teraz z innej beczki – wiele zwierząt, na które obecnie beznamiętnie gapimy się na National Geographic uważano za mityczne. I odwrotnie, istnienie smoków, jednorożców czy ludzi o głowach psów i dzików przyjmowano za pewnik.

Plotkę o owłosionym plemieniu w którym dominowały kobiety rozpuścili już w starożytności kartagińscy żeglarze (którzy ok. 500 r.p.n.e prawdopodobnie dotarli do Zatoki Gwinejskiej), jednak dopiero w połowie XIX wieku europejscy naukowcy zdobyli dowody na istnienie goryli!

Podobnie było z okapi – pogłoski o „afrykańskich jednorożcach” od stuleci dochodziły do uszu Europejczyków, jednak istnienie tych zwierząt udowodniono dopiero na początku XX wieku.

Z kolei krewniak okapi – żyrafa, którą ze swojej podróży przywiózł do Chin XV-wieczny podróżnik Zheng He, została wzięta przez Chińczyków za mitologicznego stwora, qilina.

Gdy pod koniec XVIII wieku europejscy naukowcy zobaczyli wypchanego dziobaka stwierdzili, że to żart, a cudaka zlepiono z fragmentów innych zwierząt – organizm o dziobie kaczki, ogonie bobra, błonie pławnej między palcami, w dodatku posiadający jad i karmiący mlekiem wyklute z jaj młode -to musiało przekraczać fantazję i możliwości twórcze Matki natury…

L: A skąd wzięły się podania o wspomnianych smokach i jednorożcach? Czy i w nich tkwi ziarnko prawdy?

F: Zapewne tak. Szkielety dinozaurów, krokodyle czy warany mogły być pierwowzorem smoków. Antylopy oryksy, okapi lub nosorożce mogły być źródłem opowieści o jednorożcach, a kły arktycznego walenia – narwala były w średniowieczu sprzedawane jako rzekome rogi jednorożca. W XVII wieku zlepiono natomiast szkielet „jednorożca” z kości mamuta i włochatego nosorożca znalezionych w niemieckiej jaskini. Niektórzy badacze utrzymują, że chińskie (qilin) i syberyjskie(np. rosyjski indrik) podania o potężnych bykach z ogromnym pojedynczym rogiem mają związek z pradawnym włochatym nosorożcem, elasmoterium – nie wiadomo jednak, czy pamięć o tych stworzeniach przetrwała przez dziesiątki tysięcy lat, czy też później znajdowano ich ciała zakonserwowane w lodach północy. Spotkania z olbrzymimi kałamarnicami mogły kłaść podwaliny pod bajania marynarzy o krakenach i morskich wężach. Szkielety proceratopsów (dinozaury o „ptasim” dziobie) w które obfitowała pustynia Gobi inspirowały opowieści o gryfach. Jeszcze 10 000 lat temu7 na indonezyjskiej wyspie Flores żyły małe (metr wzrostu) człekokształtne istoty będące zapewne źródłem podań o mitycznych Ebu Gogo i Orang-Pendeku.

Bestie mogły być także metaforą – jedna z teorii upatruje źródeł legendy o ubiciu Smoka Wawelskiego w przepędzeniu rządnych lokalnych dziewic awarskich okupantów…

 

Z drugiej jednak strony smoki na ilustracjach z różnych stron świata są często dość podobne, a do waranów i krokodyli… No, jak się po głębszym, w słabo oświetlonym pokoju odpowiednio przymruży oczy, to może… Ot, na koniec zapachniało mistycyzmem i kryptozoologią, nie?

______________________________________________________________________________

0Słynny brontozaur to w rzeczywistości szkielet znanego już wcześniej apatozaura, uzupełniony o czaszkę zapożyczoną od innego zauropoda – kamarazaura. Po pewnym czasie zauważono pomyłkę, nazwa brontozaur jest więc niepoprawna.

1Teoria ta nie ma jednak poparcia w badaniach poziomu węgla. Prawdopodobnie pustynnienie środkowej części Australii do proces naturalnych zmian klimatycznych.

2W 1866 roku opisano stado gołębi wędrownych ciągnące się na przestrzeni 1,5 x 500 km, którego przelot trwał 14 godzin, a liczebność osobników szacuje się na dwa miliardy. Całą populację w ówczesnych USA szacuje się na około 5 miliardów. Gołąbki okazały się całkiem smaczne, w dodatku tanie. Zaczęto urządzać im krwawe jatki, przeciw ogromnym, zwartym stadom skuteczny okazał się zarówno rzut kamieniem  jak i ostrzał artyleryjski (!). Ptakami karmiono nawet świnie. W 1900 roku zastrzelono ostatniego ptaka na wolności, 14 lat później w zoo zdechła ostatnia samiczka.

3Według niektórych, mniej wiarygodnych źródeł moa przetrwały do XVIII a nawet XIX wieku.

4Na angielskiej wiki (szukajcie pod „Thylacine”)znaleźć można film prezentujący te niezwykłe torbacze.

5Ze względu na brak naturalnych wrogów „ziemią obiecaną” królików okazała się Australia. W połowie XIX wieku przywieziono tam 24 osobniki, po niespełna 100 latach ich populacja wzrosła do 600 milionów i milutkie futrzaki stały się istną zmorą Australijczyków. Wiadomo już skąd wzięło się powiedzenie „rozmnażać się jak króliki”…

6Efektem burzliwych romansów ostatnich tarpanów i udomowionych koni są tzw. koniki polskie.

7Miejscowi utrzymują, że tajemnicze stworzenia hasały po wyspie jeszcze 500 lat temu, a ostatnie osobniki widywano w XIX wieku. Część wierzy, że przetrwały do dziś.

 

Advertisements

One comment on “Relacje człeka i zwierza w dawnych czasach – o tępieniu, zawlekaniu i indiańskiej miłości do przyrody.

  1. Łukasz pisze:

    a moznaby prosic cos wiecej o bizancjum?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s