„Wojenne rewolucje…Antyku!”

Fachowiec: Po dłuższej przerwie proponuję wyprawę do starożytności. Wiem, mieliśmy skupiać się na wiekach średnich, ale wprost nie mogłem oprzeć się pokusie poruszenia tematyki wojennej, a średniowiecze przerobiliśmy pod tym względem wzdłuż i wszerz, do znudzenia. Gwarantuję jednak, że antyk także spowijają gęste opary tajemnicy. Jak wiadomo patrząc przez mgłę (a patrzymy z naprawdę dużej odległości!) trudniej o właściwe określenie kształtu widzianej rzeczy, zaczyna działać wyobraźnia, a stąd już tylko krok do wykreowania nowego mitu.

Zacznijmy od początków cywilizacji. Wyobraź sobie rozpędzone rydwany, z których pokładów bystroocy łucznicy w złociście lśniących pancerzach wypuszczają strzałę za strzałą, a każda z nich niesie śmierć dla plebejskiego piechura… Jak myślisz, gdzie powinniśmy szukać początków zaawansowanej sztuki wojennej starożytnego świata?

Laik: Jakbym już gdzieś to widział… Smagły facet w dziwacznej czapce i pozie dostojnej, konie okryte barwnymi kapami, z pióropuszami na łbach… Toż to jakiś Ramzes, jak malowany. Gdzie zrodziła się zaawansowana sztuka wojenna? Pewnie tam, gdzie rodziło się wtedy wszystko co zaawansowane, to jest w Egipcie, dolinie Indusu czy w tym mezopotamskim kotle, z Sumerami, Asyryjczykami i innymi Babilończykami na czele…

F: Nie jest to prawda. Pod względem zadawania śmierci niezwykłą kreatywnością wykazały się ludy zamieszkujące ukraińskie i kazachskie stepy – nasi przodkowie Indoeuropejczycy.

L: Czemu mnie to nie dziwi…

F: To oni ponad 4000 lat przed naszą erą na nadczarnomorskich stepach udomowili konia, by 2000 lat później zaprząc go w bojowe rydwany, a wreszcie dosiąść, chwycić za refleksyjny łuk i zatrzasnąć ówczesnym światem1. To oni wynaleźli 5000 lat temu miecz, nieodzownie kojarzony z wszelkimi wojownikami sprzed okresu broni palnej. To z nimi wreszcie kojarzone są najstarsze odnalezione pancerze – chroniące korpus kościane kamizelki.

Nie wiemy jaki charakter miał marsz Indoeuropejczyków na zachód Europy i przez Indie, nie była to jednak jedynie ekspansja języka i nowinek technologicznych, a ruch dużych grup ludzi. Może zajmowali oni tereny słabozaludnione i opuszczone przez miejscowych na skutek zmian klimatycznych2, a może wykorzystywali przewagę militarną do brutalnego podboju. Pewne jest, że inne ludy przejmowały nową technologię, by dorównać najeźdźcom. Masy nędznie uzbrojonej egipskiej piechoty nie były w stanie przeciwstawić się Hyksosom3 pędzącym na bojowych rydwanach, kraj nad Nilem został podbity. Co nas nie zabije, to nas wzmocni – poddani faraona zrzucili obce jarzmo i odrobili lekcję – podczas wojny przeciw indoeuropejskim Hetytom armia Ramzesa II nie ustępowała już przeciwnikowi – dumny faraon walczył z rydwanu, w skrzącym się pancerzu, raz po raz naciągając cięciwę swojego refleksyjnego łuku.

Podobnie rzecz się miała z marsowym narodem, Asyryjczykami. Wśród sąsiadów uchodzili za twardych wojowników, mistrzów sztuki oblężniczej; w polu daleko im było jednak do irańskich pastuchów (Indoeuropejczycy). Chcąc przeciwstawić się konnym łucznikom sami utworzyli podobne oddziały – byli jednak na tyle nieporadni, że „konny łucznik” składał się u nich z dwóch koni i dwóch jeźdźców(!) – jeden trzymał lejce swoje i kolegi, który strzelał… Dopiero po dwustu latach udało się im zmałpować sensowną kawalerię, która zapewniła im przewagę w regionie.

Od Indoeuropejczyków małpowały też sąsiednie ludy tureckie i mongolskie*. Wkrótce kunsztem jeździeckim nie ustępowali swoim nauczycielom. Skośnoocy jeźdźcy zaczęli popisywać się nowymi umiejętnościami przed Chinolami, na co zdegustowani amatorzy ryżu odpowiedzieli jednoznacznie – stawiając Wielki Mur4.

Pierwszą falą bitnych Indoeuropejczyków byli też Achajowie, którzy dobili podupadającą cywilizację mykeńską na Krecie i spalili Troję. Europejczycy pełną gębą.

Przejdźmy do zmagań Greków i Macedończyków przeciw Persom. W czym upatrywałbyś przewagi Greków? Jak uzbrojony był przeciętny wojownik Hellady, a jak Pers?

L: Grecy byli lepiej wyszkoleni i uzbrojeni. Perski łucznik w barwnych szmatach nie miał szans w walce z hoplitą trzymającym w silnych łapskach włócznię i wielką tarczę, zakutym w spiżowy kirys z wyrytymi na nim – i nie mniej spiżowymi- „kaloryferem” i klatą. W dodatku z głową wbitą w hełm przywodzący kształtem na myśl męskie przyrodzenie i przyozdobionym epickim pióropuszem.

F: Pióropuszem to byli przyozdobieni Siuksowie.

Trzeba pamiętać, że większość armii perskiej składała się z profesjonalistów, a jazda arystokratów była szkolona w wojennym rzemiośle od dziecka. Były to siły, które władca mógł angażować podczas długich kampanii w różnych zakątkach rozległego imperium. Armie greckie natomiast to milicje obywatelskie, a farmerzy czy rzemieślnicy po krótkiej zabawie w wojenkę musieli wracać do swoich profesji. Dopiero armia macedońska była w pełni profesjonalna.

Przeciętnego greckiego hoplity nie było stać na wykutą z brązu zbroję torsową, musiał zadowolić się gorsetem z warstw lnu. W dodatku w armiach greckich stopniowo zwiększała się proporcja lekkozbrojnych. W armii macedońskiej, także silnie nasyconej lekkozbrojnymi miotaczami i strzelcami, prym wiodła najeżona pięciometrowymi pikami falanga. Główną zbroją przeciętnego żołnierza była więc… długość jego piki!

Macedończycy byli bowiem jeszcze lżej opancerzeni niż Grecy, metalowa zbroja torsowa była rarytasem zarezerwowanym niemal wyłącznie dla oficerów, a tylne szeregi „jeża” prawdopodobnie nie miały zbroi w ogóle. Na dodatek znacznie zmniejszono ich tarcze w porównaniu do tarcz hoplitów.

Jak w tym porównaniu prezentują się Persowie? Przeciętny wojownik rzeczywiście nie nosił zbroi (a przynajmniej zbroi metalowej), a wiklinowe tarcze znacznie ustępowały wytrzymałością greckim. Trzeba pamiętać jednak, że trzon armii stanowiło 10 000 słynnych „Nieśmiertelnych” odzianych w zbroje łuskowe, liczna jazda arystokratów często zakuta była w łuskowe kirysy (czasem takim pancerzem chroniono również pierś konia), a podczas walk z Aleksandrem Wielkim sporą część sił perskich stanowili… greccy najemni hoplici! W bitwie nad Granikiem stanowili oni 20% perskiej armii, a pod Issos było ich więcej niż hoplitów greckich sprzymierzeńców w armii Aleksandra! Ponadto walczący w armii Dariusza Ormianie również byli uzbrojeni w stylu greckich hoplitów.

L: Mówisz, że Persowie tacy profesjonalni, nieźle uzbrojeni – a jednak biedne greckie milicje, że o weteranach Aleksandra nie wspomnę, tłukły ich raz za razem. I nie miało znaczenia, że wroga były setki tysięcy, a Hellenów garść ledwie.

F: Obecnie szacuje się, że perskie armie były o wiele mniejsze niż wynika z antycznych źródeł (niespójnych zresztą). Zamiast niemal milionowych armii pod Maratonem walczyło od kilku do 20 tysięcy Persów, nad rzeką Granik około 25 tysięcy, pod Platejami, Issos i Gaugamelą nie więcej niż 100 000, pod Termopilami niewiele więcej.

L: Nooo, malutko bidulków…

F: Fakt, były to wciąż siły liczniejsze niż Hellenów. Czemu więc zbierali regularne cięgi?

– Falanga. Zwarta formacja, niewymagająca długotrwałego treningu. Cel był prosty – chronić tarczą siebie i kolesia obok i przeeeć, do przodu! W takim szyku i wytrawny perski szermierz przestawał być straszny.

– Charakter wojsk perskich. Grad strzał i ataki ruchliwej konnicy świetnie sprawdzały się na bliskowschodnim teatrze działań, nie były jednak skuteczne przeciwko osłoniętej tarczami falandze, zwłaszcza w górzystych rejonach Grecji – trzeba pamiętać, że Persowie dobrze radzili sobie z falangą podczas powstania Greków w Azji Mniejszej, na terenach bardziej sprzyjających manewrom oskrzydlającym. Wiklinowa tarcza dobrze chroniła przed strzałą, nie wytrzymywała jednak ciosu włóczni. Wygodniccy Persowie zaczęli wysługiwać się więc najemnymi greckimi żołnierzami. Kiedy Aleksander zapukał do bram Imperium, było już za późno na reformy całej armii.

– Podczas inwazji Aleksandra, król Persów Dariusz trafił na genialnego przeciwnika, potrafiącego koordynować działanie różnych rodzajów wojsk. Armia Dariusza także miała spory potencjał, jednak „król królów” nie mógł mierzyć się z synem Amona-Re…5

Na deser zostawiłem armię słusznie uważaną za najsilniejszą w całym antycznym świecie – legiony łaknącego krwi i ziem Rzymu. Szczerze nie przepadam za tym drapieżnym mocarstwem. Dobrze jednak, że krok za legionistami szła grecka myśl i kultura. Wracając do tematu – szkolne pytanie: „Opisz uzbrojenie rzymskiego legionisty. Pokoloruj legionistę, postaraj się nie wychodzić za linie”.

L: Hełm ze szczotą jak u Marsjanina Marwina z kreskówek, kamizelka z metalowych pasów, wielka prostokątna tarcza niczym drzwi od szafy, dwa oszczepy, miecz – słynny gladius… No i stylowe „jezuski” (bez skarpet). Pytasz jakbyś nie widział „Asterixa i Obelixa..”

F: Sęk w tym, że armia rzymska, niczym kobieta, zmienną była.

Początkowo Rzymianie byli uzbrojeni jak Grecy(!) i walczyli w falandze. Oprzytomnieli dopiero po serii porażek w IV wieku p.n.e z rąk Celtów i Samnitów- plemienia italijskiego. Rzymianie poskładali się do kupy, zerżnęli od okolicznych ludów najskuteczniejsze elementy uzbrojenia – oszczepy pilum prawdopodobnie od Samnitów, kolczugę od Celtów bądź Etrusków, hełmy i owalne tarcze od Celtów, gladiusa od Celtyberów…6

L: A „jezuski”?

F: Nie mam pojęcia. Ponadto Rzymianie zreformowali szyk na bardziej elastyczny trójliniowy (młodziki z oszczepami przodu, weterani wciąż walczący w szyku falangi na tyłach) i podczas wojny z Kartaginą prezentowali się już całkiem nieźle. Wprawdzie początkowo na kolczugę stać było tylko bogatszych, a przeciętniacy musieli zadowolić się kwadratowymi płytkami z brązu na torsach, jednak proporcja ta stopniowo ulegała zmianie.

Dopiero około 100 roku przed naszą erą (ponad 100 lat po klęskach z ręki Hannibala; 30 lat przed powstaniem Spartakusa) legion rzymski zaczął prezentować się tak jak powinien: jednolicie uzbrojony, wszyscy jak jeden mąż w kolczugach i z prostokątnymi tarczami (wcześniej były owalne), w łapach po dwa oszczepy, gladius u boku. Stopniowo pojawia się też Lorica segmentata – kamizelka z metalowych pasów o której wspominałeś – nigdy jednak nie zdobywa takiej popularności jak kolczuga.

Jednak już w III stuleciu po Chrystusie Lorica segmentata zanika, prostokątna tarcza na powrót zastępowana jest owalną, gladiusa wypiera długi miecz spatha, a ciężki oszczep pilum zastępowany jest przez włócznię i lekkie oszczepy przypominające strzały. Stereotypowi rzymscy legioniści stanowili więc trzon armii jedynie przez 350 lat z ponad 1000-letniej historii państwa.

L:Tak czy siak armia rzymska była swego czasu nie do pobicia w polu. Biła na głowę macedońskie falangi, tłumy barbarzyńskich Celtów i Germanów, egzotyczne armie wschodu i żydowskich powstańców.

F: To także nie do końca prawda. Jak już wspominałem początkowo Rzymianie dostawali regularny łomot od lepiej uzbrojonych Celtów i bardziej „elastycznych” Samnitów.

Jednak klęski Rzymu nie były rzadkością również po reformach armii. Niebawem do Italii wparował Pyrrus, który pobił liczniejszych Rzymian w dwóch wielkich bataliach (choć za cenę „pyrrusowych” strat), trzecią (pod Benewetem) uważa się za nierozstrzygniętą. Rzymianie nie mieli szans na przebicie się przez las pik macedońskiej falangi od frontu, jeżeli więc dobry dowódca zabezpieczał jej flanki legioniści byli bezradni.

Następnie za lanie synów wilczycy po mordach wziął się Hannibal, a jego popisowym numerem okazała się jatka pod Kannami, gdzie niemal doszczętnie wytłukł 2-krotnie silniejszego przeciwnika.

Twardym przeciwnikiem Rzymu okazali się Partowie, którzy pod Carrhae rozbili 4-krotnie silniejsze oddziały Imperium – kluczem do sukcesu okazał się ostrzał konnych łuczników przerywany szarżami katafraktów. W Persji pałeczkę po nich przejęli Sasanidzi, także wielokrotnie zadając klęskę Rzymianom w otwartym polu – po pogromie pod Edessą grzbiet rzymskiego cesarza Waleriana zaczął robić za „schodek” po którym perski król Szapur wdrapywał się na konia.

Pokonać Rzymian od czasu do czasu udawało się również słabiej zorganizowanym barbarzyńcom – pod Arausio Germanie zmietli z powierzchni ziemi 10-12 rzymskich legionów + oddziały prowincjonalne(!), w ponurym lesie Teutborskim7 dołożyli jeszcze trzy. Podobnie rzecz się miała pod Adrianopolem – dodać trzeba że „hordy” barbarzyńców w dwóch ostatnich były nie bardziej liczne niż armia rzymska.

Nawet banda w większości nie mających pojęcia o wojaczce niewolników ze Spartakusem na czele zakasała rękawy i kilkakrotnie pobiła oddziały rzymskie.

Jednak potężny cios w stalową rzymską żuchwę to za mało na synów wilczycy (trzymając się tej metafory Hannibal dołożył jeszcze kilka solidnych kopniaków wprost w nerki leżącego Rzymu). Po uderzeniu wstawali z desek jeszcze silniejsi . Zdolni wodzowie i desperaci walczący o wolność załamywali ręce, gdy na miejsce jednej uciętej głowy wstrętnej Hydry, wyrastały dwie kolejne.

Rzymianie okazali się pojętnymi uczniami szybko wyciągającymi wnioski z klęsk i podpatrującymi najbardziej skuteczne rozwiązania u przeciwnika. Jednak to w niesamowitych zdolnościach mobilizacyjnych i sprawności wystawiania nowych legionów w miejsce wyrżniętych upatrywałbym niezwykłej przewagi militarnej Rzymu. _________________________________________________________________________________

1Niektórzy uważają, że pierwsi jeźdźcy mogą być źródłem mitu o centaurach. Konni Indoeuropejczycy musieli zrobić spore wrażenie na greckich rolnikach. W podobny sposób rozumowali Indianie, którzy początkowo sądzili, że konny konkwistador i wierzchowiec są jednym organizmem.

2Niegdyś wiązano upadki wielkich miast znad Indusu (Harappa i dźwięczne Mohendżo-Daro) oraz tych z terenów dzisiejszej Ukrainy (kultura Cucuteni-Trypole) z najazdami Indoeropejczyków. Obecnie bardziej prawdopodobna wydaje się teoria, że o opuszczeniu miast zadecydowały czynniki klimatyczne – susze. Konni pasterze weszli na tereny nie nadające się dłużej pod uprawę.

Co ciekawe 4000-3500 lat przed Chrystusem to miasta kultury Cucuteni-Trypole były największymi metropoliami ówczesnego świata z populacjami szacowanymi na 10 tysięcy. Wkrótce jednak pałeczkę przejęło mezopotamskie Uruk.

Sami Indoeuropejczycy również potrafili popisać się zmysłem architektonicznym. To oni wybudowali fantazyjne miasto Arkaim (obecnie południowa Rosja przy granicy z Kazachstanem). Miejsce to przyciąga jak magnes okultystów, zwolenników New Age i wszelkiej maści im podobnych cudaków.

3Konfederacja plemion nazywanych Hyksosami to właściwie nie Indoeuropejczycy, choć czerpali pełną garścią z ich osiągnięć, a część posługiwała się językami indoeuropejskimi.

*Nawet tak bardzo kojarzone z Mongołami jurty mogły być zmałpowane od Indoeuropejczyków ze stepu. To im zawdzięczamy też pierwsze spodnie, lepiej od tunik nadające się do jazdy konnej. Co ciekawe z ludami tymi wiąże się również rozpowszechnienie… marihuany.

4 Warto dodać, że również w bezpośrednim sąsiedztwie Chin pierwszymi ludami walczącymi z końskiego grzbietu byli Indoeuropejczycy, którzy zapuścili się w ten rejon na początku drugiego tysiąclecia przed Chrystusem. Kunsztu jeździeckiego nauczyli się od nich tureccy/mongolscy Xiongnu, przez większość utożsamiani z późniejszymi Hunami, „biczem bożym” dla Europy. Sami Chińczycy wsiedli na koń dopiero za czasów Aleksandra Wielkiego. Generalnie nie sprowadzałem tematu na ziemie Dalekiego Wschodu, gdyż były one jeszcze wtedy trochę zacofane, a jedyną nowinką godną zanotowania była kusza.

5„Król królów” to oficjalny tytuł pyszałkowatych władców Persji; natomiast podczas podboju/wyzwolenia Egiptu przez Aleksandra wazeliniarze znad Nilu nadali Macedończykowi tytuł faraona, a więc syna boga Amona-Re.

6Podobnie było z innymi innowacjami tradycyjnie przypisywanymi Rzymianom – brukowanymi drogami, łukami, kopułami, akweduktami, betonem – w rzeczywistości „wynalazki” te przejęto od innych ludów. Rzym, pomimo 1000-letniego panowania nad rozległymi obszarami wypada naprawdę blado pod względem nowinek. Na całe szczęście barbarzyńscy synowie Wilczycy oprócz krwiożerczości słynęli z niezwykłego pragmatyzmu. Mające praktyczne zastosowanie innowacje podbitych ludów były rozpowszechniane na wielkich obszarach Imperium.

7Na wieść o klęsce Warusa dowodzącego rzymskimi legionami cesarz miał zawołać: „Kwinktyliuszu Warusie, oddaj (mi moje) legiony!”

Advertisements

13 comments on “„Wojenne rewolucje…Antyku!”

  1. rokoszanin pisze:

    Ciekawe jest jak historia militariów potrafi zatoczyć koło, spoglądając na szyk falangii macedońskiej i czworobok pikinierów z epoki renesansu. Ogólnie sądzę, że w starożytności istniały wczesne odpowiedniki niemal wszystkich późniejszych formacji. Np. hetajrowie, katafrakci – nie odgrywali takiej roli jak średniowieczni rycerze tylko z powodu braku strzemion.

    • mitowiecze pisze:

      Dziwi mnie trochę, że Rzymianie, tak lubiący kopiować skuteczne rozwiązania od przeciwnika, nie utworzyli własnych oddziałów falangi z sarissami. Być może zadecydował charakter wojsk przeciwników ówczesnego Rzymu.
      To tak jak z XVI-wiecznymi rodeleros (miecznikami, mającymi być nową wersją legionistów) i pikinierami o których wspomniałeś – o ile na kontynencie przeciwko ciężkiej jeździe i zwartym szykom piechoty lepiej sprawdzali się pikinierzy, o tyle w Ameryce przeciw ruchliwej, lekkozbrojnej piechocie lepiej było wystawić bardziej elastycznych rodeleros – stanowili oni 80% armii Corteza. Analogii jest więcej – o ile rodeleros mieli szansę na zrobienie jatki wśród przekraczających rów niemieckich pikinierów pod Rawenną (1512), o tyle byli kompletnie bezradni przeciw czołowemu natarciu uporządkowanego „jeża” Szwajcarów pod Seminarą (1495) – podobnie jak Rzymianie nie mogący przebić się przez las sarris od frontu.
      Jednak w przeciwieństwie do starożytności w XVI wieku to miecznicy rodeleros zaniknęli, gdyż na polu zazwyczaj musieli stawiać czoła pikinierom i ciężkiej jeździe, nie lekkozbrojnym Celtom i Germanom.
      Starożytność to okres o wiele dłuższy niż średniowiecze, nie dziwi więc aż tak bardzo to co zauważyłeś – rzeczywiście w antyku znana była większość późniejszych formacji. Jednak to w średniowieczu zaczął się upowszechniać wynalazek który całkowicie zmienił późniejsze pola bitew – broń palna.
      Nie przeceniałbym aż tak bardzo roli strzemion. Arystokraci – a więc ci, których było stać na wierzchowca- walczyli konno, jako elita w armiach macedońskiej, rzymskiej, germańskiej, celtyckiej, perskiej, hinduskiej, chińskiej czy japońskiej, również przed wynalezieniem strzemion. Rycerstwo nie było fenomenem. To, że w średniowiecznej Europie przez bardzo krótki okres (XII-XIII wiek) rycerstwo wydawało się siłą nie do pokonania (a i wtedy zdarzały sie wyjątki jak pod Legnano czy pod koniec bitwy pod Bouvines) wynikało ze stosunkowo marnego wyszkolenia piechoty i swoistej „rycerskiej propagandy”. Jednak już w XIV wieku szara piechota nabrała pewności siebie.

      • rokoszanin pisze:

        Rzymianie pokazali, że dobra dyscyplina, wyszkolenie i mobilność oddziałów jest skuteczniejsza, niż tworzenie nieelastycznych szyków-fortec. Możliwe, że za porzuceniem sarris przemawiała także możliwość rzucania pilum, ale szczerze mówiąc nie wiem, czy można było w ten sposób przerzedzić szyki falangi.

        Dowódcy rzymscy nie bawili się ponadto w wynajdywanie „wunderwaffe” w postaci np. słoni bojowych czy rydwanów. Rozumieli, że wojsko musi być przede wszystkim dobrze zorganizowane i niezawodne. Może to była jedna z przyczyn, przez które osiągnęli tak wielki sukces.

  2. kinofabryka pisze:

    Kiedy kolejny wpis? Czekam z niecierpliwością?

    • mitowiecze pisze:

      Trochę mało czasu mam ostatnio i weny nieco brak, ale może zmajstruję niedługo coś na temat zmian klimatycznych i ich wpływu na rozwój cywilizacji. No i kiedyś trzeba się będzie rozprawić z mitami na temat inkwizycji i polowań na czarownice – niby to nie mój konik no ale na „mitowieczu” wypadałoby 🙂

      • adrian pisze:

        Świetna strona!!
        Brakuje takich nauczycieli w szkołach, którzy opiszą w przystępny sposób nie tylko bitwy czy inne ważne wydarzenia polityczno-militarne, ale też sposób myślenia ludzi z różnych okresów hist. i regionów, ich codzienne życie, mowę jaką się posługiwali, czy właśnie wpływ klimatu..
        Jeżeli chodzi o wpływ klimatu właśnie to mi od razu przychodzą do głowy 3 ciekawe wydarzenia, choć 2 nie dot. średniowiecza (wybuch na Terze i jego wpływ na minojczyków oraz erupcja z 1815 r. i ”rok bez lata”). Najciekawsza była jednak erupcja z 535 roku (chyba tambory albo krakatau) , która spowodowała gigantyczne anomalie pogodowe na całym świecie. W Europie i na Bliskim Wschodzie zapanował głód, ten przetarł szlak epidemii (”dżuma Justyniana”) co znacznie zmniejszyło liczbę mieszkańców co podkopało też typową dla starożytności gospodarkę miejską (tradycyjnie to właśnie miasta najbardziej cierpiały na głodzie i chorobach; nie produkują jedzenia, a zarazki łatwiej przenoszą się przy dużym zagęszczeniu ludności). Niektórzy zresztą uważąją właśnie I poł. 6 wieku za koniec starożytności i pocz. średniowiecza, często podawaną datą jest 529 r. i zamknięcie Akademii Neoplatońskiej w Atenach przez Justyniana (zresztą członkowie Akademii schronili się u Sasanidów, o których też coś mógłbyś więcej powiedzieć, tym bardziej że chociażby Ktezyfon z 6 wieku był prawdopodobnie większy od ówczesnego Konstantynopola, a państwo perskie było potężne, choć dziś jest traktowane przez historyków dosyć po macoszemu). Osobiście uważam, że nie powinno się ustalać konkretnej daty końca jednej epoki i początku innej (a uznawanie za taką roku 476 to niezrozumiały dla mnie błąd), w końcu procesy prowadzące do feudalizacji Europy rozpoczęły się w Imperium już w 3 wieku, ale mi też najbardziej pasuje właśnie 6 wiek: miasta karleją, podupada handel i nauka, spada ogólny poziom życia ,przynajmniej w Europie… Ogólnie życzę weny , na razie idzie super 🙂

  3. y pisze:

    jesteś cwelem.

  4. y pisze:

    w czym jesteś „fachowcem”, skoro tego nie napisałeś?
    pewnie się wstydzisz?
    A więc – fachowiec w robieniu lachy?

    • mitowiecze pisze:

      Widzisz, prowokacyjnie pozostawiłem pole do popisu dla twojej niewątpliwej wnikliwości i rzutkiego intelektu.

    • mitowiecze pisze:

      Zastanawia mnie, co poszło nie tak. Czy wyrwanie dziecka z patologicznej rodziny i szkodliwego środowiska oraz adopcja w wieku niemowlęcym załatwiłaby sprawę? A może to kwestia genów i jedynym wyjściem jest wątpliwa moralnie przymusowa sterylizacja? A może po drugiej stronie jest poprostu szary do bólu, znudzony dzieciak o poczuciu humoru wysublimowanym jak wagon z węglem? Niezależnie od prawdy wszelkie komentarze niezwiązane z tematyką bloga będą od teraz usuwane.

  5. Dara_Jamachus pisze:

    Witam! Piszesz w ciekawej formie. Z pewnymi stwierdzeniami można by dyskutować, ale to nie problem. Dwa teksty szczególnie rzuciły mi się w oczy i myślę, że ich nie przemyślałeś, bądź, może w ferworze pisarskim zapędziłeś się w coś na czym sie nie znasz.
    „F: Pióropuszem to byli przyozdobieni Apacze.” Otórz Apacze unikali pióropuszy, bo byli pragmatykami. Najbardziej prawdziwe (naciągając) będzie to stwierdzenie w odniesieniu do Kiowa-Apaczy, którzy pozostali w odrębności do pozostałych ludów apackich na równinach, żyjąc w trwałej symbiozie z Kiowa i łącząc się sojuszami z wymienionymi oraz z Komanczami. Z innych szczepów apackich, właściwie tylko Lipan usiłowali do końca trwać na południowych obrzeżach równin, ale też pióropuszy nie nosili. Generalnie gro Apache nie nosiła piuropuszy! Dla Mescalero, Chirqaua, Tonto, Yapavai, Ilcarilla, Gila, Coyotero, Mimbre, czy jak byś ich nie próbował podzielić i wymieniać, łącznie z wywołanymi już wcześniej Lipan, standardem ozdoby głowy były przepaski skórzane, a następnie przepaski z chusty, czy innego kawałka materiału. Napisałem „ozdoby”, ale właściwie, to znów był czysty pragmatyzm, bo przepaska przytrzymywała włosy, a w razie potrzeby sużyć mogła do obwiązania rany lub zakrycia ust przed pyłem. Jedynie w późnym okesie konfrontacji z białymi najeźdźcami znaczenia nabrał kolor opaski, bo np. armia Unii nakazała swoim zwiadowcom apackim nosić czerwone, aby odróżnić „swoich Apaczów” od Apaczów innych. Nakrycia głowy noszono wyjątkowo, głównie robili to okazjonalnie ludzie wyjątkowi np. szamani, ale z pióropuszami to one miały niewiele wspólnego lub wręcz nic wspólnego – poglądaj sobie zdjęcia i ryciny.
    „Król królów” to oficjalny tytuł pyszałkowatych władców Persji… A dlaczego zaraz taki epitet? Tytuł „król królów” to taki sam wyróżnik jak „cesarz”, „cezar”, „imperator”, „pan królów”… Zastanów sie lepiej nad zasadnością powstania tego typu tytułów władzy. Przybierali je, a potem przekazywali na kolejne pokolenia, zwykle władcy, którzy mieli jedną współną cechę, co do sprawowanej przez siebie władzy. Łączyli pod swym berłem różne ludy, często wcześniej posiadające własne odrębne władze zwierzchnie. Bardzo często posiadające właśnie wcześniej własnych królów. Każdy z tych tytułów mówi wyraźnie: jestem władcą władajacym wieloma królestwami i uznaję, że władam różnymi królestwami (ludami), a więc stoję wyżej niż królowie pojedynczych krain i (w poszczególnych przypadkach) zgłaszam aspiracje do władania jeszcze większą liczbą królestw i ludów.
    Jak widzisz, wyłapałem stwierdzenie dyskusyjne, oraz takie, którego wręcz nie obronisz, bo sam rzuciłeś tutaj w tekście „mitycznym stereotypem” – „Indianin z pióropuszem”. Niestety, nie wszyscy Indianie nosili pióropusze. Apacze w większości walczący pieszo w górach i na półpustyniach, uważali by to za kretynizm, bo jak z taką flagą pozostać trudno dostrzegalnym? Mohawkowie skolei popukali by się w czoła i zapytali: a jak ja mam w czymś takim łazić po lesie i w dodatku jeszcze walczyć?

    • mitowiecze pisze:

      Rzeczywiście, komentarz o pióropuszach Apaczów był intuicyjny, nieprzemyślany i może wprowadzić w błąd. Pióropusze są charakterystyczne dla plemion prerii. Jedna z teorii mówi, że migrujący Apacze w XIV-XVI wieku zatrzymali się na dłużej na preriach, jednak to za mało by teoretyzować o przejęciu zwyczaju pióropuszy w tamtym okresie.Porównanie pióropuszy do flag nie wydaje mi się jednak stosowne – były one rzadko używane w walce, a na pewno nie podczas zwiadu i zasadzek. Myślę, że orła łatwiej zwabić w konkretny punkt na prerii niż w lesie, a na kamienistych terenach górzysto-pustynnych ciężej wykopać jamę, z której możnaby się było na takiego orła zaczaić. Ale to tylko taka moja teoria „na szybko” 🙂 A”Apacze” zmienię na „Siuksowie”i powinno być ok.
      Co się zaś tyczy „króla królów” – królestwo Anglii również powstało jako zlepek pomniejszych królestw, jednak władcy zjednoczonego królestwa nie chełpili się tym faktem i nie wywyższali ponad władców innych państw europejskich. Podobnie było w przypadku Hiszpanii i Francji (w skład zjednoczonej Francji oprócz księstw i hrabstw bardzo różnorodnych kulturowo weszło też królestwo Burgundii). Jak sam zauważyłeś ten zwyczajowy tytuł stawiał władcę Persji wyżej niż władców innych krain, jak dla mnie równa się to pewnej megalomanii – zwłaszcza w czasach, gdy państwo perskie nie dominowało już wyraźnie nad sąsiadami. Z drugiej strony prowincje Imperium Perskiego zachowały znaczną odrębność, więc tytuł ma też pewne rozsądne podstawy, choć niekoniecznie odzwierciedla faktyczną siłę władcy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s